Kard. Marengo ze wzruszeniem wspomina pierwszą mszę w Mongolii. „Jestem wdzięczny Bogu”
Prefekt apostolski Ułan Bator zauważa w wywiadzie dla Agencji Fides, jak rozwijał się maleńki Kościół, do którego przyjeżdża w odwiedziny papież Franciszek. Największą radość stanowiło obserwowanie, jak Pan w tajemniczy sposób kierował życiem osób – wyznaje hierarcha.
ZOBACZ TEŻ: Franciszek jedzie do Mongolii. “To chyba najmniej liczny Kościół na świecie”
Włoski misjonarz Matki Bożej Pocieszenia podkreśla piękno towarzyszenia ludziom w odkrywaniu wiary oraz piękno wchodzenia w fascynujący świat mongolskiej kultury. Zauważa, iż właśnie taką wspólnotę, młodą i rozwijającą się w zaufaniu do Pana, spotka papież Franciszek. Kard. Marengo ceni sobie cały swój czas w tym azjatyckim kraju.
To wielkie emocje, które nosi się w sobie przez całe życie. Bardzo piękne, fascynujące było zarówno przygotowanie do przyjazdu tutaj, wszelkie oczekiwania, mocne pragnienie zamieszkania w tym tak interesującym kraju, o jakim, szczerze, wiedzieliśmy niewiele. Chodzi więc o doświadczenie w życiu, które mnie mocno naznaczyło, więc pozostaję głęboko wdzięczny Bogu, że zechciał mnie tu posłać – wyznaje kard. Marengo.
Przyjechaliśmy jako grupa misjonarzy i misjonarek Matki Bożej Pocieszenia, kiedy Kościół istniał tu zaledwie od około dekady, a więc rzeczywistość była jeszcze bardziej pionierska niż obecnie – opowiada prefekt apostolski Ułan Bator. I stanowiło wielki dar, aby tu przybyć i spróbować powoli się dopasować, włączając cały proces przed fizycznym wejściem do kraju, a dalej naukę języka, próby ogarnięcia nowej rzeczywistości, poznawanie innych, mieszkających tu już wcześniej, misjonarzy – fascynujące doświadczenie. Miałem 29 lat i był lipiec, więc całkiem dobra pora roku. Wciąż pamiętam, kiedy weszliśmy na pokład samolotu w Seulu, lot mongolskiej firmy MIAT, w tle grała tradycyjna mongolska muzyka, potem usłyszeliśmy stewardessy mówiące po mongolsku. Mówiliśmy sobie: «kto wie, może pewnego dnia my również będziemy w stanie nauczyć się tego języka». A dalej, dzięki Bogu, zadomowiliśmy się.
Hierarcha nosi na sobie jako pektorał odwzorowanie starożytnych krzyży tradycji syriackiej, której misjonarze dotarli w średniowieczu aż na tereny dzisiejszej Mongolii. Podkreśla długą historię kontaktów z chrześcijaństwem na tych ziemiach, choć oficjalnie Kościół katolicki ma tam tylko 31 lat. Ze wzruszeniem opowiada też o pierwszej publicznej mszy w kraju.
Pamiętam pierwszą mszę odprawioną w małej jurcie stanowiącej dla nas oficjalnie uznane przez władze miejsce kultu. Celebrowaliśmy z siostrami, z jednym z dwóch obecnych mongolskich księży, który wtedy odwiedzał nas jako jeszcze młody chłopak. Było to bardzo wzruszające, ponieważ po prawie dwóch latach spędzonych w anonimowości, kiedy po prostu wynajmowaliśmy dom, gdzie oczywiście odprawialiśmy Eucharystię codziennie, ale tylko między sobą. Po takim życiu nastał dzień, że mogliśmy świętować w miejscu, jakie wkrótce potem stało się naszym kościołem, cały czas pozostając jurtą. Więc taka pierwsza msza odprawiona właśnie tam z kilkoma lokalnymi przyjaciółmi, którzy nie mieli jeszcze pełnej świadomości, czym jest Eucharystia. Pamiętam to jako bardzo, bardzo miły moment – zaznacza kard. Marengo.
KAI, kh/Stacja7



