Homilia wygłoszona podczas Mszy Świętej pogrzebowej szczątków Ofiary Zbrodni Katyńskiej
Niech odpoczywają w pokoju
(homilia wygłoszona w kościele św. Karola Boromeusza, Warszawa 13 kwietnia 2026 r.)
Siostry i Bracia,
przeżywamy radość czasu Wielkanocy. Kościół śpiewa radosne Alleluja, ciesząc się ze Zmartwychwstania Chrystusa, z tego, że On jest między nami, kocha nas, nie opuszcza w naszych strapieniach, ciemnych nocach, lękach i biedach.
Śpiewamy Alleluja także dlatego, że jednym z najpiękniejszych owoców Zmartwychwstania Chrystusa jest wiara w nasze przyszłe zmartwychwstanie.
To wielka i ważna prawda wiary i bardzo konkretna. Cóż bowiem znaczyłby cud ożywienia ciała Chrystusa, gdyby nie miał on żadnych konsekwencji dla naszego życia i dotyczył tylko Jego samego?
Zmartwychwstanie Chrystusa okazało się jednak czymś znacznie większym. To najbardziej decydujący przeskok w całkowicie nowy wymiar, przeskok w nowy porządek, decydujący nie tylko o naszym życiu, ale o wszystkich dziejach człowieka.
Prawda wyrażona z zdaniu: „Wierzę w zmartwychwstanie ciała i żywot wieczny”, jest jedną z najważniejszych aktów wyznania wiary, to część katolickiego Credo. Mówi o nim sam Chrystus: „Kto spożywa moje Ciało i pije moja Krew ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54).
Kościół już od Soboru Laterańskiego IV, czyli od początku XIII wieku oficjalnie naucza, że „wszyscy zmarli powstaną w swych własnych ciałach, które teraz posiadają”. To nie ma oczywiście nic wspólnego z wiarą w reinkarnację, zgodnie z którą dusza ludzka wędruje po śmierci do innego ciała, nieraz nawet wiele razy, aż zostanie ostatecznie oczyszczona. Istnieje bowiem jeden bieg naszego życia, gdyż – jak mówi Autor Listu do Hebrajczyków – „postanowione ludziom raz umrzeć” (Hbr 9,27).
Współczesny Katechizm Kościoła Katolickiego o przyszłym zmartwychwstaniu ciała powie, że „Chrystus Zmartwychwstały żyje w sercach wiernych. W Nim chrześcijanie „kosztują mocy przyszłego wieku” (Hbr 6, 5), a ich życie zostało wprowadzone przez Chrystusa do wnętrza życia Bożego, aby „już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor 5, 15) (…). Chrystus, „Pierworodny spośród umarłych” (Kol 1, 18), jest zasadą naszego zmartwychwstania: już teraz przez usprawiedliwienie naszej duszy, a później przez ożywienie naszego ciała” (KKK 655,658).
Zmartwychwstanie umarłych zbiega się też z tym, co Pismo święte nazywa nadejściem „nowego nieba i nowej ziemi” (2 P 3,13; Ap 2,1). Nie tylko człowiek osiągnie chwałę, ale i cały kosmos, w którym człowiek żyje i działa, zostanie przeobrażony. „Kościół – czytamy w soborowej Konstytucji Lumen Gentium – osiągnie pełnię dopiero w chwale niebieskiej, gdy nadejdzie odnowienie wszystkiego i kiedy wraz z rodzajem ludzkim również cały świat, głęboko związany z człowiekiem i przez niego zdążający do swego celu, w sposób dokonały odnowi się w Chrystusie”.
To właśnie ze względu na tę prawdę Kościół z takim szacunkiem podchodzi do ludzkich zwłok. Chociaż ich kremacja jest możliwa i godziwa, jeśli nie została wybrana z powodów przeciwnych wierze (por. KPK, 1176), to jednak Kościół zaleca zachować pobożny zwyczaj grzebania zwłok. Ciała zmarłych, czytamy w Katechizmie „powinny być traktowane z szacunkiem i miłością wypływającą z wiary i nadziei zmartwychwstania. Grzebanie zmarłych jest uczynkiem miłosierdzia względem ciała. Jest uczczeniem dzieci Bożych, będących świątynią Ducha Świętego (por. KKK 2300).
W takim duchu, rozważając te ważne prawdy naszej wiary, gromadzimy się dzisiaj w warszawskim kościele św. Karola Boromeusza, w szczególny dzień 13 kwietnia, czyli w Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Chcemy dziś najpierw modlić się za ofiary tragicznych wydarzeń związanych z Katyniem. Najpierw za tych, którzy zostali poddani tam ludobójstwu, dokonanemu z woli Stalina w 1940 roku. Prawie 22 tysiące polskich jeńców z obozów i więzień NKWD zostało zamordowanych nie tylko w lasach Katynia, ale i w Twerze, Charkowie, Miednoje, Kozielsku, Bykowni oraz innych znanych i jeszcze nieznanych miejscach straceń. Głównie byli to oficerowie Wojska Polskiego, ale także policjanci, urzędnicy, nauczyciele, prawnicy i duchowni. Celem tych okrutnych działań było fizyczne wyeliminowanie polskiej elity, która mogła stanowić zagrożenie dla planów sowietyzacji Polski.
„…tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów…”
To fragment przejmującego wiersza „Guziki” Zbigniewa Herberta, który zadedykował swojemu kuzynowi Edwardowi, zamordowanemu w Katyniu.
W tym samym czasie rodziny pomordowanych i tysiące mieszkańców przedwojennych Kresów było zsyłanych w głąb Związku Sowieckiego, gdzie ich niewypowiedziane cierpienia znaczyły drogę polskiej Golgoty Wschodu. Ta Golgota to nie tylko cierpienia fizyczne, ale też rozpad rodzin, trauma i długotrwałe konsekwencje społeczne.
Józef Czapski w relacji „Z nieludzkiej ziemi” zapisał: „Od dnia ogłoszenia „amnestii’ dla wszystkich polskich jeńców i więźniów, 12 sierpnia 1941 r. przeszło prawie sześć miesięcy (…). Do polskiej armii, napływają grupami i w pojedynkę polscy oficerowie i żołnierze uwolnieni z więzień i obozów, (…) ale nie bacząc na „amnestię”, pomimo kategorycznej obietnicy danej w październiku 1941, przez samego Stalina naszemu ambasadorowi Kotowi zwrócenia nam jeńców (…), nie ma ani jednego jeńca ze Starobielska, Kozielska i Ostaszkowa (…)”.
Najpierw była nadzieja, że jeszcze się odnajdą. Później dochodzenie prawdy o zbrodni, wreszcie, obowiązujący nawet w PRL-u zakaz wspominania o tych, którzy pozostali „pod nieludzką ziemią”. Nie tylko nie wspominano ich imion, ale nawet nazw miejscowości, w których znajdowały się obozy. Przez dziesięciolecia nie było ich w szkolnych podręcznikach. Odmówiono im prawa do mogiły, cmentarza, miejsca w ludzkiej pamięci. Wydawało się, że wraz z upływem czasu zostaną całkowicie zapomniani, tak, jakby ich nigdy nie było. A jednak, mimo braku krzyża na grobie, wspomnienie ich ofiary przekazywane w ustnej rodzinnej tradycji, dotrwało do naszych czasów. Rzucona na zwłoki ziemia nie mogła zasypać obrazu, który ludzie przechowywali w swojej pamięci. Pamiętały nie tylko herbertowskie guziki.
Nad rzekami Babilonu uprowadzony z ojczyzny Psalmista modlił się: „Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica! Niech język mi przyschnie do podniebienia, jeśli nie będę pamiętał o tobie, jeśli nie postawię Jeruzalem ponad największą moją radość” (Ps 137, 5-6). Pamięć odgrywa podstawową rolę w życiu człowieka i narodów. Mocno podkreślał to św. Jan Paweł II podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny. Szczególnie dobitnie zabrzmiało to na Umschlagplatz, gdzie papież modlił się: „Broń nas od wojny, nienawiści i niepamięci”. Zdumiewające, że niepamięć została postawiona na równi z nieszczęściem wojny i grzechem nienawiści.
Nasza pamięć niczego zmarłym nie dodaje. Możemy się modlić o ich zbawienie, ale ono nie zależy od naszej pamięci. Pamięć o zmarłych jest potrzebna nam, żywym. Nie chodzi tu o rozdrapywanie osobistych czy narodowych ran, ale o pomoc w odnalezieniu siebie, w zrozumieniu siebie. Człowiek bez pamięci nie wie kim jest ani skąd przychodzi. Nie znając przeszłości, nie może wybrać przyszłości, która byłaby kontynuacją dziejów. Nie będąc zakorzenionym w historii, staje się podatny na każdy powiew mody, jak garść pyłu rwana wiatrem.
Szczególnym miejscem pamięci jest cmentarz, miejsce spotkania ze zmarłymi. Zmarli stają się tutaj naszymi prawdziwymi przodkami; tymi, którzy budowali nasze miasta i wsie, sadzili drzewa, uprawiali pola, walczyli o wolność. Stajemy nad ich grobami, z których każdy opatrzony jest tabliczką z zapisem mikro biografii zmarłego. Ten był nauczycielem, a tamten chłopem, ten był księdzem, a tamten poetą. Na powązkowskim cmentarzu tylu było żołnierzami, którzy oddali życie za Ojczyznę. Umarli mówią do nas, a ich głos niesie jakieś zobowiązanie. Niekiedy zmarli przemawiają głośniej i zobowiązują mocniej niż żywi. U grobu zmarłego człowiek uświadamia sobie, że jest dziedzicem, to znaczy kimś, kto ma udział w godności zmarłego.
Ta msza jest mszą pogrzebową. Dzięki działaniom pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej zakończyły się czynności związane z badaniem szczątków Ofiar Zbrodni Katyńskiej, które w różnych okolicznościach zostały ekshumowane z dołów śmierci i trafiły do Polski w latach 1943-2012. Dzięki pracy prokuratorów IPN udało się zebrać dane, które pozwoliły z kolei na ustalenie tożsamości ofiar. Dlatego mogliśmy w sposób godny pochować te czcigodne szczątki i dlatego możemy zrobić to dzisiaj.
Kiedyś te ciała zostały brutalnie, bez modlitwy i bez szacunku wrzucone w obcą ziemię. Teraz wkładamy je z modlitwą i szacunkiem w polską ziemię, w ich ziemię, o którą walczyli i dla której zginęli. Ziarno ich odważnego życia już wydało plon, z którego my dzisiaj korzystamy. Tym plonem jest wolna i niepodległa Polska, nasza ojczyzna. Oby oni teraz, po swoim odważnym życiu, odpoczywali w pokoju, oczekując na zmartwychwstanie ciała.
To wielki dzień nie tylko dla rodzin Ofiar, które po latach doczekały się miejsca spoczynku ich najbliższych, ale to wielki dzień dla Polski, która jak matka nie zapomina o swoich dzieciach. Pragnę bardzo serdecznie podziękować pracownikom Instytutu Pamięci Narodowej i każdemu, kto wniósł swój wkład w to, by ta niezwykła, wzniosła i godna uroczystość mogła się w ostatnim czasie i także dzisiaj dokonać.
Jednocześnie, Bracia i Siostry, wspominając wydarzenia sprzed dziesięcioleci, myślimy i o naszych czasach, tak pełnych niepokoju. Żyjemy dziś bowiem w świecie rozdartym nie tylko przez konflikty, ale wręcz przez regularne wojny.
Od przeszło czterech lat trwa okrutna wojna na Ukrainie. Giną tam ludzie. Tuż obok nas. Ludzie giną także w tylu innych miejscach naszego globu: na Bliskim Wschodzie, w Iranie, w Demokratycznej Republice Konga, w Somalii, Erytrei, Syrii, Jemenie, Sudanie i wielu innych. Boimy się także o nasz, polski los, polski spokój, o nasze bezpieczeństwo.
W tej sytuacji naszą – jako wierzących – pierwszą powinnością jest modlitwa o pokój. W minioną sobotę papież Leon wezwał cały Kościół do takiej modlitwy. Robi to niezwykle często.
„Daj Panie pokój ufającym Tobie”, powtarzaliśmy przed chwilą i słuchaliśmy słów Psalmisty: „Proście o pokój dla Jeruzalem” (Ps 122,6a). My z jednakową wiarą prosimy o pokój dla Warszawy i dla całej Polski, dla każdego miasta i wioski, dla każdej miejscowości i dla każdego miejsca. I modlimy się dalej słowami Psalmisty: „Niech pokój panuje w twych murach, a pomyślność w twoich pałacach. Ze względu na moich braci i przyjaciół będę wołał: „Pokój z tobą”, ze względu na dom Pana Boga naszego, modlę się o pokój dla ciebie” (Ps 122,6b-9). Jakże by to było pięknie, gdybyśmy właśnie ze względu na swoich najbliższych, na członków naszych rodzin, na przyjaciół, na współobywateli, umieli powiedzieć sobie nawzajem: „pokój z tobą!”. Ludzie po różnych stronach politycznej sceny, spośród których każdy ma braci i przyjaciół. Pokój z tobą!
Papież Benedykt XVI, komentując ten Psalm mówi: Powinniśmy być dzisiaj prawdziwym Jeruzalem: „miejscem pokoju, nieść jedni drugich, takimi jakimi jesteśmy, razem nieść siebie nawzajem, z radosną świadomością, że Bóg niesie nas wszystkich”.
Ale by uczciwie modlić się o pokój musimy otwierać się na ten dar, który płynie od Zmartwychwstałego Chrystusa. To On bowiem – jak słyszeliśmy przed chwilą – „jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość(…). A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca (Ef 2,14-28).
Pokój Boży tworzy w człowieku wewnętrzny ład. Sprawia, że człowiek jest pogodzony z Bogiem potrafi iść za Jego wolą, jest pogodzony ze sobą samym, akceptuje swoje życie, i jest pogodzony z bliźnimi, próbuje więc i chce budować z nimi dobre relacje. Taki człowiek automatycznie, nawet o tym nie wiedząc jest człowiekiem pokoju.
W dziele O naśladowaniu Chrystusa przeczytamy: „naprzód sam siebie utrzymuj w spokoju, a wtedy będziesz mógł uspokajać innych. Człowiek namiętny nawet dobro przemienia na zło i łatwo w zło uwierzy. Dobry, spokojny człowiek, wszystko na dobro obraca”. Równie cenna jest myśl Oliviera Clementa: „łagodność silnych przemienia człowieka w drzewo pokoju. Człowiek łagodny, spokojny jest silny, ale siłą miłości. Nasze czasy potrzebują ludzi, którzy byliby jak drzewa brzemienne cichym pokojem; ich korzenie byłyby jednocześnie zanurzone głęboko w ziemi i równie głęboko w niebie”.
Obyśmy byli takimi ludźmi. Oby Ci, których życie jest splecione z naszym, zwłaszcza najbliżsi, mogli mówić o nas, że jesteśmy ludźmi pokoju, oby to do nas odnosiły się słowa proroka Izajasza: „o jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: Twój Bóg zaczął królować (Iz 52, 7).
To zadanie, które dziś mamy spełniać my, jeśli chcemy aby następne pokolenia nie musiały przeżywać takich uroczystości jak ta. By nasze szczątki, lub szczątki przyszłych pokoleń Polaków nie musiały być po latach chowane w zbiorowych mogiłach.
Na koniec, raz jeszcze dziękując wszystkim, którzy przyczynili się do tej wzniosłej chwili, módlmy się słowami znanej modlitwy o pokój:
„Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju.
Tam, gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość,
gdzie krzywda – przebaczenie,
gdzie zwątpienie – wiarę,
gdzie rozpacz – nadzieję,
gdzie mrok – światło,
tam gdzie smutek – radość.
Spraw, Panie, abym nie tyle szukał pociechy,
co pociechę dawał;
bym nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał
bym nie tyle chciał być kochany, co kochał.
Albowiem dając – otrzymujemy,
przebaczając – zyskujemy przebaczenie,
a umierając – rodzimy się do życia wiecznego. Amen”.
+ Adrian J. Galbas SAC



