Homilia wygłoszona w Środę Popielcową [tekst i audio]
Sakrament nawrócenia
(homilia wygłoszona w Środę Popielcową, 18 lutego 2026 roku)
Siostry i Bracia,
rozpoczynamy dziś Wielki Post. Jak każe tradycja za chwilę nasze głowy zostaną posypane popiołem. Przyjmując go wyrażamy gotowość do pokuty za nasze grzechy i do nawrócenia.
Wezwanie do nawrócenia wprost wybrzmiało w usłyszanej dopiero co liturgii Słowa. Najpierw wyraził je prorok Joel, prosząc nas, byśmy nawracając się nie robili tego pokaz i na zewnątrz, poprzez jakieś widowiskowe i teatralne gesty. „Nawróćcie się do mnie całym swym sercem, przez post i płacz i lament. Rozdzierajcie jednak serca a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę” (Jl 2,12-13), mówi prorok.
To samo wezwanie płynie od Psalmisty w przejmującym Psalmie 51, zwanym od pierwszych jego słów: Miserere, czyli „Zmiłuj się”, „okaż mi miłosierdzie”. Okaż miłosierdzie mnie, który żałuję swojego grzechu i pragnę prawdziwej zmiany. „Stwórz Boże we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha” (Ps 51,12) woła Psalmista, a my razem z nim. I dalej:
„Przeciwko tobie samemu zgrzeszyłem, i uczyniłem co złe jest przed tobą” (Ps 51,6).
Święty Paweł we fragmencie z Drugiego Listu do Koryntian woła zdecydowanie: „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem! On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy stali się w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,20).
I wreszcie Sam Chrystus w usłyszanej przed chwilą Ewangelii (por. Mt 6, 1-6.16-18) zachęca nas do prawdziwego nawrócenia, którego zewnętrznym wymiarem jest modlitwa, post i jałmużna, trzy postawy, które są wyrazem potrójnego przykazania miłości. Modlitwa, a więc więcej miłości Boga, post, a więc więcej dobrze pojętej miłości siebie samego i jałmużna, a więc więcej miłości bliźniego. Te trzy postawy mają też swoje odniesienie do trzech cnót kardynalnych. Modlitwa do wiary; wierzę w Boga, więc chcę się więcej modlić. Jałmużna do miłości; kocham mojego bliźniego, więc chcę mu w konkretny sposób pomóc, a post do nadziei; Bóg jest moją pierwszą nadzieją, nie muszę więc szukać jej w dobrach doczesnych. Mogę z nich – w jakiejś mierze – zrezygnować.
Chrystus prosi nas, by te gesty wykonywane były uczciwie, nie na pokaz, nie medialnie, tylko bowiem wtedy naprawdę dotkną serca i spowodują przemianę i nawrócenie.
Samo słowo „nawrócenie” oznacza zmianę dotychczasowego kierunku, zmianę sposobu życia i postępowania. „Nawrócić, pisze papież Benedykt XVI, znaczy zmienić kierunek życiowej drogi, nie chodzi jednak o małą poprawkę, ale kompletną zmianę. Ten, kto się nawraca, idzie pod prąd, gdzie „prąd” znaczy powierzchowny styl życia, bezładny i iluzoryczny, jakiemu często ulegamy, opanowuje nas i powoduje, że stajemy się niewolnikami zła bądź więźniami moralnej mierności. Nawrócenie natomiast oznacza dążenie do wysokiej miary życia chrześcijańskiego, zawierzenie żywej i osobowej Ewangelii, którą jest Jezus Chrystus”. Piękne i aktualne słowa!
Najbardziej praktycznym i konkretnym wymiarem nawrócenia jest sakrament pokuty i pojednania, którym jest każda spowiedź. Katechizm przypomina, że ten sakrament ma wiele nazw: sakrament nawrócenia, przebaczenia, sakrament pokuty, czy w końcu sakrament spowiedzi (por. KKK 1423 n).
Chciałbym was, Bracia i Siostry, bardzo zachęcić do porządnej wielkopostnej spowiedzi już teraz, na początku Wielkiego Postu, a nie dopiero za czterdzieści dni kiedy przed konfesjonałami będą długie kolejki. Pozwólcie więc, że przypomnę kilka spraw z nią związanych.
Po pierwsze, kiedy przystępujemy do tego sakramentu, nie robimy tego po to, by Pana Boga poinformować o naszych grzechach. On je zna i widzi.
Piękny Psalm 139 powie:
„Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane” (Ps 139 1-3).
Tak, Bóg jest doskonale poinformowany o naszym życiu także o naszych grzechach. Nie chodzi też w spowiedzi o to, by jedynie informować o nich Kościół, który reprezentuje spowiadający nas ksiądz.
Spowiedź jest po to, by Chrystusowi nasze grzechy oddać, by powierzyć mu siebie ze swoim grzechem i uczynić to przez pośrednictwo Kościoła.
Chrystus ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów. Sam tak powiedział (por. Mt 9,6) i sam to nieraz potwierdził. Podczas swojego ziemskiego życia. Kiedyś te władzę sprawował bezpośrednio, dziś poprzez Kościół.
Tak, Jezus Chrystus jest Tym, który ma – jak powie św. Paweł – moc uwolnić nas spod władzy ciemności (por. Kol 1,13), jest Tym, o którym anioł powiedział Józefowi, że przychodzi po to, aby zbawić nas od naszych grzechów (por. Mt 1,21). Pójście za Chrystusem oznacza więc także powierzenie Mu swoich grzechów i swojej ciemności. On jest Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata (por. J 1,29).
Katechizm Kościoła katolickiego mówiąc o spowiedzi powie, że dzięki niej, ci, którzy po chrzcie popełnili grzech ciężki i przez to utracili łaskę chrztu oraz zadali ranę Kościołowi, „mają nową możliwość nawrócenia się i odzyskania łaski usprawiedliwienia” (KKK, 1446). A arcybiskup Fulton Scheen, który – dzięki Bogu – niebawem będzie beatyfikowany, w jednym ze swoich kazań mówi jasno: chrześcijaninem nie jest ten, kto śpiewa Panu Bogu kantyki, albo czyta Pismo święte jedynie po to, by „umeblować swój umysł wiedzą” i nie ten, kto spełnia dobre uczynki nawet każdego dnia. „Chrześcijaninem jest ten, kto wierzy, że Chrystus jest Synem Bożym i kto ma w swojej duszy życie Chrystusa”. Piękne słowa: „chrześcijanin to ten, kto ma w swojej duszy życie Chrystusa”. To życie Chrystusa tracimy przez świadomie i dobrowolnie popełniony grzech ciężki, a odzyskujemy poprzez sakrament pokuty i pojednania.
Grzech, który powierzamy Panu Bogu w tym sakramencie jest – to znów Katechizm – „wykroczeniem przeciwko rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu, jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność” (KKK 1849). Jest „obrazą Boga. Przeciwstawia się miłości Boga i odwraca od Niego nasze serca” (KKK 1850). Na szczęście nie odwraca od nas Serca Bożego. Ono, ukazane w Najświętszym Sercu Jezusa, jest zawsze zwrócone w naszą stronę, Bóg nigdy się od nas nie odwraca, nigdy nie staje do nas plecami, zawsze zwrócony jest sercem. To my, na skutek grzechu ciężkiego odwracamy się od Boga, a poprzez spowiedź, nasze serca znów na nowo się spotykają.
Przypomnijmy jeszcze krótko, że w sakramencie pokuty mamy obowiązek oddać Panu Bogu, przez pośrednictwo Kościoła wszystkie grzechy ciężkie, to znaczy takie, które spełniają trzy warunki: dotyczą rzeczy poważnej, zostały popełnione w całkowitej wolności i z pełną świadomością, czego się dopuszczam. Aby spowiednik dobrze mógł ocenić czy dany grzech jest ciężki, czy nie, Kościół od czasu Soboru Trydenckiego wymaga także, aby podczas spowiedzi podać okoliczności popełnienia grzechu, a także informacje o sobie. Jeśli spowiadam się u kogoś kto mnie nie zna, mam obowiązek powiedzieć, że jestem biskupem, podobnie, że ktoś jest małżonkiem, księdzem, czy osobą żyjącą w pojedynkę. Są bowiem takie okoliczności, które mogą zwiększyć, albo zmniejszyć ciężar popełnionego grzechu.
Tutaj bardzo ważne jest, abyśmy sami nie decydowali o tym, co jest grzechem, a co nim nie jest. Często można bowiem usłyszeć, że to nie jest dziś żaden grzech, albo, że tak wszyscy dziś żyją. W tych zdaniach jest dużo kłamstwa. To nieprawda, że wszyscy tak żyją. Może żyje tak większość, albo wszyscy, których znamy, ale na pewno nie wszyscy w ogóle. A nawet, gdyby tak żyli wszyscy ludzie na ziemi, to dany grzech – jeśli spełnia te trzy warunki – nie przestałby przez to być grzechem.
„Grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu” pisał już papież Pius XII, a św. Jan Paweł II nazywał to zaciemnieniem i wypaczeniem sumienia, jego martwotą i znieczuleniem.
„Przywrócenie poczucia grzechu – mówił kategorycznie Papież Polak – jest pierwszym sposobem przezwyciężenia poważnego kryzysu duchowego jaki trapi człowieka naszych czasów. Poczucie grzechu odbuduje się jednak jedynie przez jasne odwołanie do niezmiennych zasad rozumu i wiary, zawsze głoszonych przez moralną naukę Kościoła”.
Bardzo proszę moich księży, by szczególnie w Wielkim Poście więcej czasu spędzali w konfesjonale, oczekując na wiernych, a także by w kazaniach częściej przypominali tę moralną naukę Kościoła, jak również naukę o grzechu, nawróceniu, skrusze i pojednaniu. Jeśli ludzie nie będą o tym słyszeli z ambony, jak będą mieli się nawracać, jak będą mieli korzystać z sakramentu pokuty?!
Umiejętnie i w zgodzie z nauką Kościoła trzeba także przedstawiać naukę o Bożym miłosierdziu, które w żadnym razie nie oznacza lekceważenia ludzkiej nieprawości i akceptacji grzechu.
Choć grzechy lekkie nie wymagają wyznawania ich przy spowiedzi, odpuszcza je bowiem czysty akt skruchy, to pamiętajmy o tym co na ich temat mówił św. Augustyn: „Lecz tych grzechów, które nazywamy lekkimi wcale w sobie nie lekceważ. Jeśli je zlekceważysz, lękaj się. Liczne grzechy lekkie czynią jeden wielki jak liczne krople napełniają rzekę, a liczne ziarna stanowią stos”.
„Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość, to piękny Psalm 32, którego grzech został puszczony w niepamięć. Szczęśliwy człowiek, któremu Pan nie poczytuje winy, w którego duszy nie kryje się podstęp. Póki milczałem, schnęły kości moje, wśród codziennych mych jęków. Bo dniem i nocą ciążyła nade mną Twa ręka, język mój ustawał jak w letnich upałach. Grzech mój wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: «Wyznaję nieprawość moją wobec Pana», a Tyś darował winę mego grzechu (Ps 32,1-4).
Oby to była nasza modlitwa.
I jeszcze słowo o żalu za grzechy. Czasem mamy z tym spory problem. Czy żałuję naprawdę, czy żałuję szczerze, pytamy nieraz. „Rozdzierajcie serca”, prosił dzisiaj prorok Joel. To rozdzieranie serca nie jest jakąś płytką emocją, jest szczerym powiedzeniem sobie i Bogu: „szkoda”. Szkoda, że tak zrobiłem, szkoda, że tak żyłam, szkoda, że zmarnowałam tyle czasu, by być daleko od Boga. Mogłem być bliżej Niego i dzięki temu moje życie mogło być dużo bogatsze i lepsze.
Przede wszystkim jednak żal jest wtedy, i ten nazywany jest żalem doskonałym, gdy powiem sobie, i tak to rzeczywiście przeżywam: szkoda, że obraziłem miłość Boga. Taki żal, jak powie Katechizm „wypływa z miłości do Boga miłowanego nade wszystko, jest nazywany „żalem doskonałym” lub „żalem z miłości”. Taki żal odpuszcza grzechy powszednie. Przynosi on także przebaczenie grzechów śmiertelnych, jeśli zawiera mocne postanowienie przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej gdy tylko będzie to możliwe” (KKK 1452).
„Spójrz Jezu na tych, co upadli
Spojrzeniem swoim nas podźwignij
Gdy na nas patrzysz, giną grzechy
I we łzach wina się rozpływa”
To piękny hymn Hymn z ambrozjańskiej Liturgii Godzin. Oby był naszą modlitwą, wyrażającą prawdziwą postawę naszego serca.
Siostry i Bracia,
na początku tego Wielkiego Postu z całego serca zapraszam was do jak najlepszego i jak najbardziej regularnego korzystania z sakramentu pokuty i pojednania. Tyle było nawróceń właśnie poprzez konfesjonał. Historia Kościoła pełna jest takich świadectw, dotyczących zarówno wielkich świętych, jak i prostych ludzi.
Zgadzam się z tym, co powiedział kardynał Sarah, że „jeśli nie chcemy, by nasze życie pozostało pełne mroku i sprzeczności, niekonsekwencji i haniebnego fałszu, musimy odważnie patrzeć na uczynki naszego życia i stawić czoło wielkiej, nawet najstraszliwszej prawdzie, prosząc Boga, by przyszedł nam z pomocą. Nie możemy być grzesznikami zbawionymi przez łaskę, jeśli wpierw nie umiemy uznać się za grzeszników…”.
Siostry i Bracia,
rozpoczynając dziś Wielki Post, rozpoczynamy także wielkopostną pielgrzymkę po kościołach stacyjnych obu warszawskich diecezji. Mam nadzieje, że – podobnie – jak w poprzednich latach –
łączymy się z pielgrzymami, którzy wraz z ojcem świętym Leonem są w rzymskiej bazylice św. Sabiny. To wczesnochrześcijańska męczennica, zamożna rzymska arystokratka, która poznała chrześcijaństwo dzięki swej niewolnicy. Razem z nią zawędrowała do katakumb, by tam przyjąć chrzest, a potem regularnie uczestniczyć w mszy św. Gdy pochowała swoją niewolnicę przyznała się tym samym do Chrystusa. Postawiona przed sądem, został skazana na śmierć i ścięta. Ją w pierwszym dniu Wielkiego Postu prosimy, by pomogła nam w wiernym i głębokim przeżyciu tego czasu. W dochowaniu wierności Chrystusowi i w prowadzeniu świętego życia. Jesteśmy do niego powołani i – dzięki Chrystusowi – jesteśmy do niego zdolni.
I to tyle na dzisiaj! Z całego serca życzę wam wielkiego, Wielkiego Postu. A teraz ci, którzy pragną nawrócenia niech nie wstydzą się przyjść i poprosić o popiół. On jest bardzo wymowny, bardzo pokorny i bardzo mądry. Amen
+ Adrian J. Galbas SAC



