Homilia wygłoszona w dzień Bożego Narodzenia [tekst i wideo]
Początek Boga
(homilia wygłoszona w dzień Bożego Narodzenia, archikatedra warszawska, 25 grudnia 2025 roku)
Siostry i Bracia,
bądźcie pozdrowieni w radosny dzień Bożego Narodzenia, kiedy to z całym Kościołem rozkoszujemy się wspaniałą prawdą naszej wiary, że Bóg stał się człowiekiem, a zrobił to dla nas i dla naszego zbawienia. Nie udaje człowieka, nie zamienił się z człowiekiem, ale stał się nim. Jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. „Ty łączysz w swej osobie dwie natury równe sobie”, jakaż mądrość polskich kolęd.
Bardzo duże znaczenie dla tego, co dzisiaj będziemy na klęczkach wyznawać, recytując Credo miał sobór nicejski, dokładnie tysiąc siedemset lat temu. To właśnie tam, Duch Święty podarował Kościołowi jedno słowo, które zażegnało niebezpieczną herezję arianizmu, która kwestionowała prawdziwą boskość Chrystusa. To słowo brzmi: współistotny. Chrystus jest współistotny Ojcu, zrodzony, a nie stworzony, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości. Tak, od tamtego soboru, wierzą wszyscy chrześcijanie. Są sprawy, które nas różnią. Ta na szczęście nie!
A my teraz, po nocnej mszy pasterskiej i porannej anielskiej, mamy trzecią mszę Bożego Narodzenia, a w niej czytamy przede wszystkim prolog Ewangelii wg św. Jana (por. J 1,1-18). Św. Augustyn mówił, że to jest tekst tak ważny, że powinien być wypisany złotymi zgłoskami i umieszczony w każdym kościele na poczesnym miejscu. Tak zresztą było. Do ostatniej reformy liturgicznej tekst ten był wypisany na tablicy umieszczonej po lewej stronie ołtarza i ksiądz odczytywał go na zakończenie każdej mszy św.
Prolog św. Jana mówi nam o samym początku Chrystusa.
Dla Ewangelisty Marka, tym początkiem było rozpoczęcie publicznego nauczania Chrystusa, od tego zaczyna swoją Ewangelię (por. Mk 1,9). Dla Mateusza i Łukasza początkiem było ziemskie narodzenie Chrystusa (por. Mt 1,1-25; Łk 2,1-7). Obaj wspominają zdarzenia z Nazaretu i Betlejem. Ale Ewangelista Jan idzie jeszcze dalej, nieskończenie dalej. On nam mówi o początku początków.
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga” (J 1,1). A potem: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami” (J 1,14).
Oto początek. Początek, który nie ma początku. Chrystus istniejący od zawsze, który w konkretnym momencie historii świata pełen Ducha Świętego przyszedł na ziemię, aby nam objawić miłość Ojca.
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1), czytamy w pierwszym zdaniu Pisma św. Tak, to był początek czasu, to był początek stworzenia, ale Chrystus istniał już wcześniej. W chwili, gdy zaczynały być niebo i ziemia, Słowo było już u Boga i Bogiem było Słowo (por. J 1,1), a w konkretnym czasie Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami (por. J 1,14).
Dla wielu ludzi jest prawdziwą przeszkodą uwierzenie w to, że mały Chłopiec, narodzony w Betlejem jest przedwiecznym, niemającym początku Bogiem, jest światłością ze światłości. Wielu ma trudność by schylić się przed tym Dziecięciem. W jaki sposób Bóg mógłby stać się tak mały i tak bezbronny? Pytają. Jak to płaczące Dziecko może być moim Panem i moim Bogiem (por. J 20,28)? A jednak bez uwierzenia w prawdziwość tej Tajemnicy nie można być prawdziwym chrześcijaninem.
Zresztą dlaczego nie mielibyśmy w to wierzyć? Dla Boga nie ma przecież nic niemożliwego (por. Łk 1,37). Bóg jest wszechmocny. Może zrobić wszystko. Także to, co nie mieści się nam w głowach. Na szczęście On jest większy od naszego serca, jak powie św. Jan (por. 1 J 3,20) i jest większy od naszej głowy.
Odwieczny Bóg mógł przyjść w każdy inny sposób: jako potężny mocarz, jako Bóg silny, jako ktoś, kto z daleka i absolutnie okazuje swoją władzę. Wtedy jednak by się Go bano. Ludzie może by i szli za Nim, szliby jednak ze strachu. A przecież Imię Boga to Miłość. Nie chciał więc, by się Go bano, lecz by Go kochano. Dlatego wybrał taki sposób objawienia siebie: poprzez narodzenie i to w warunkach, w których może i przychodzi na świat zwierzę, ale raczej nie człowiek: gdzieś na polach, poza miastem, bo nie ma miejsca wśród ludzi, gdzieś w żłobie, bo nie ma kołyski Jedynym, czego nie mają rodzące się w takich warunkach zwierzęta to skromne pieluszki, ofiarowane przez Maryję (por. Łk 2,7).
Dziecka się nie boimy. Żeby spotkać się z małym dzieckiem, trzeba się schylić, by je podnieść. Przy małym tak boskim i tak zwyczajnym Dziecku czujemy się bezpiecznie.
Papież Benedykt XVI w jednym z kazań na Boże Narodzenie mówił o ustępliwości Boga: „Ta ustępliwość, powiada, urzeczywistnia się w sposób niepowtarzalny we wcieleniu Słowa. To jest odwieczne Słowo, które wyraża się w stworzeniu i przemawia w dziejach zbawienia”. Piękne określenie: „ustępliwość Boga”. Bóg zrezygnował ze swojej chwały, ustąpił ze swojego majestatu, by się do nas zbliżyć. Opuścił śliczne niebo, a obrał ludzkie barłogi. O tym śpiewamy też w popularnej kolędzie pełnej paradoksów: „Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony, ogień krzepnie, blask ciemnieje”, i w końcu: „ma granice Nieskończony”. Bóg się ograniczył, ustąpił. Odwieczny narodził się w czasie.
Wobec tego wszystkiego, możemy śpiewać dziś radośnie z Psalmistą:
„Ujrzały wszystkie krańce ziemi
Zbawienie Boga naszego
Wołaj z radości na cześć Pana cała ziemio
Cieszcie się, weselcie i grajcie” (Ps 983n).
I możemy powtarzać za dzisiejszym Izajaszem: „O jak pełne wdzięku na górach są nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza pokój, który mówi do Syjonu: Twój Bóg zaczął królować” (Iz 52,7).
Ale, Bracia i Siostry,
liturgia tej mszy świętej nie zatrzymuje się tylko na rozważaniu początku Boga, mówi także nam, że nasze życie może prawdziwie zacząć się na nowo, gdy naprawdę przyjmiemy Chrystusa. Że Boże Narodzenie może być naszym odrodzeniem, bo tego pragnie Bóg – Miłość! Bo tego pragnie Bóg: miłości!
On jest Emmanuelem; Bogiem z nami i Bogiem dla nas.
Tak więc Bracia i Siostry – zróbmy to. W te święta i od tych świąt pozwólmy sobie na początek, na odrodzenie.
Najpierw chciejmy być bliżej Chrystusa, jak to śpiewamy w popularnej pieśni kościelnej: „być bliżej Ciebie chcę”. Chciejmy znać Chrystusa nie tak jak się zna numer telefonu, jak się wie o czymś, co jest owszem, czasem i użyteczne, ale jednak zewnętrzne i dalekie. Włóżmy wysiłek w to, by znać Go jak żywą Osobę, jak kogoś kto nas kocha, kto jest bliski, zainteresowany naszym życiem, niezależnie od tego jakie ono jest. On kocha nas wtedy, gdy nasze życie jest nieszczęśliwe, zaspieszone, zapite i zmęczone i kocha nas wtedy, gdy możemy powtarzać znany szlagier: „życie kocham cię nad życie”. Na taką miłość nie odpowiadajmy obojętnością. Na miłość odpowiedzmy miłością.
„Misterium Bożego Narodzenia, to Katechizm, wypełnia się w nas, gdy Chrystus w nas się kształtuje się (por. Ga 4,19). O przedziwna wymiano! Stwórca ludzkości przyjął duszę i ciało, narodził się z Dziewicy, a stając się człowiekiem bez udziału ziemskiego ojca, obdarzył nas swoim Bóstwem (por. KKK, 526).
Pięknym sposobem zbliżenia się do Chrystusa jest zbliżenie się do ołtarza.
„O, nie masz go już w szopce, śpiewamy w popularnej polskiej kolędzie
Nie masz go w żłóbku tam,
Więc gdzie pójdziemy Chryste?
Gdzie się ukryłeś nam?
Pójdziemy przed ołtarze,
Wzniecić miłości żar,
I hołd Ci niski oddać,
To jest nasz wszystek dar”.
Za każdym razem, gdy pobożnie uczestniczymy w mszy św. i przyjmujemy komunię św. jednoczymy się z prawdziwym Chrystusem. On daje nam wtedy moc, byśmy się stali dziećmi Bożymi (por. J 1,12).
A po drugie i zaraz potem, bożonarodzeniowe odrodzenie, bożonarodzeniowy początek, to odnowienie relacji z bliźnimi.
Bóg, aby przyjść do nas zrobił krok przez wieczność. Czy potrafimy zrobić krok do siebie, krok na nasze możliwości? Czy potrafimy zdobyć się na ustępliwość wobec siebie?
„Umiłowani, powie św. Jan Apostoł, skoro Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy miłować się wzajemnie” (1 J 4,11). Nie mówi: „to i my winniśmy miłować Boga”, ale miłować się wzajemnie, a w ten sposób okażemy miłość Bogu, który stał się człowiekiem i który powiedział: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych – Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
Zrobić do siebie krok. Ustąpić jeden drugiemu.
„Matko, po co matka to robi, zapytał dziennikarz św. Teresę z Kalkuty, przecież to tylko kropla w morzu potrzeb”. „No tak, odpowiedziała z uśmiechem, ale czyż morze nie składa się z kropel…”.
Dla mojego ojca, proszę księdza, to jestem zaimkiem. Do mnie mówi „ty”, o mnie mówi „ona”, bratu mówi: „powiedz jej”. Słyszę też, że coś zrobi „z nią”, albo coś powie „o niej”. Gdybym poprosiła, by wymienił moje imię, chwilę by się musiał zastanowić jak ono brzmi.
Może ktoś koło nas, tuż koło nas, na tych naszych kilkudziesięciu metrach kwadratowych pomiędzy sypialnią, łazienką, a salonem, gdzie rozgrywa się nasza codzienność, czuje się dziś jakby był zaimkiem! Może trzeba zrobić do niego krok?
„Kiedyś kochałem Cię miłością szczerą i czystą, a teraz to już tylko nadgodziny”. To Poeta. Może dla twojej żony, albo męża, z płomiennej miłości zostały tylko nadgodziny. Może trzeba zrobić krok.
A czy was nie przeraża proceder, w którym nie mam dla bliźniego ani jednego metra kwadratowego? Gdy starsze osoby, dziadkowie i rodzice, są odstawiani na czas świąt do szpitali na niby badania, a w rzeczywistości po to, by odstawiający mieli spokojne święta tu, czy tam? Po tym można dzielić się opłatkiem? Strasznie to tragiczne.
Jeśli uda nam się być razem na tych naszych kilkudziesięciu metrach kwadratowych, to łatwiej będzie i dalej. W relacjach zawodowych, kościołowych i narodowych.
Jeden krok do siebie w Kościele. Ty modlisz się tak, ja tak. Ty wolisz tę gazetę, ja tę. Tobie bliżej do tych, mnie do tamtych, ale wszyscy wyznajemy dziś to samo zdanie: że dla nas i dla naszego zbawienia Bóg zrobił wielki krok. Zróbmy więc do siebie, choćby najmniejszy.
Ile metrów jest pomiędzy ważnymi domami na Krakowskim Przedmieściu, w Ujazdowskich alejach i na Wiejskiej? Da się zrobić do siebie krok? Spotkać się w pół drogi, by porozmawiać? Mieszkańcy i pracownicy tych domów: zróbcie to! Dziennikarze: pomóżcie w tym.
Zawsze jest tak, że wielka miłość idzie z tej małej miłości, jak i ta wielka nienawiść, też idzie z tej małej nienawiści. I wielka przemoc narodowa i światowa też idzie z tej małej przemocy, a pokój, ten wielki narodowy i światowy, idzie z tego małego pokoju, pomiędzy mną i tobą. Z pokoju, który mam w sobie, i który rozsiewam wokół siebie.
Kiedyż nam się spełni to wielkie adwentowe proroctwo Izajasza, że narody: „swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2,4). Kiedy nam się to spełni? To zależy od nas! Masz ten sam kawałek metalu i możesz z niego zrobić miecz, albo lemiesz, włócznię, albo sierp. Masz ten sam kawałek życia, te latka, coraz mniej liczne, które ci jeszcze zostały i możesz je przeżyć albo w pokoju, albo na wojnie. Twoją życiową energię, zainteresowania, pasje, talenty, po prostu wszystko możesz wykorzystać ku zbudowaniu, albo ku zniszczeniu.
„Pomódlmy się w noc Betlejemską, w Noc Szczęśliwego Rozwiązania, to oczywiście ks. Twardowski,
By wszystko nam się rozplątało: węzły, konflikty, powikłania
Oby się wszystkie trudne sprawy porozkręcały jak supełki…”
No, ale żeby się rozplątało, żeby się porozkręcało, to jedna ze stron musi poluzować. Bo jak każdy z całą siłą będzie ciągnął w swoją własną stronę, to węzeł będzie jeszcze większy. Kilka lat temu pewien profesor z Poznania złożył mi życzenia, które wtedy uznałem za niepoważne. „Księże, księdzu, sobie i wszystkim wokół, życzę, żeby nie było wojny. Ja już jestem stary i wiem co mówię”. Dziś te życzenia nie brzmią absurdalnie. Przeszywają. Żeby nie było wojny. I to naprawdę zależy, te rozplątania światowe i polskie, od tego, jak jest w nas i jak jest na tych naszych kilkudziesięciu metrach kwadratowych. I od tego kroku, który możemy zrobić.
„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał Bóg do ojców naszych przez proroków” (Hbr 1,1), powiedział nam przed chwilą Autor Listu do Hebrajczyków. Jak to dobrze, że w końcu przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,2), który przyszedł do nas z wieczności. Zrobił ten cudowny i nieoczekiwany krok w naszą stronę.
Bracia i Siostry,
obyśmy nigdy o tym nie zapomnieli, obyśmy nigdy nie przestali w to wierzyć, obyśmy nigdy nie przestali Boga naśladować. Oby nigdy nie zgasła w nas świąteczna radość. Amen
+ Adrian J. Galbas SAC



