Abp Galbas podczas Wigilii Paschalnej: „Wielkanocna wiara jest trudna”
To nie żadna szydera
(homilia wygłoszona podczas Wigilii Paschalnej, 19 kwietnia 2025 r., katedra warszawska)
Siostry i Bracia,
bardzo się cieszę, że tej nocy jesteśmy razem w naszej pięknej warszawskiej katedrze i że razem możemy przeżywać największe tajemnice naszej wiary. „Wielkanoc, czytamy w Katechizmie, nie jest po prostu jednym ze świąt, ale jest „świętem świąt”, „uroczystością uroczystości” (…), w której Chrystus unicestwił śmierć, przenika swoją potężną mocą nasz stary czas, aż wszystko zostanie Mu poddane” (KKK 1169). Wielkanoc jest źródłem światła, które oświetla całe nasze życie (por. KKK 1168). Na wszystko w naszym życiu patrzymy właśnie przez tę tajemnicę.
Kościół, rozproszony po całej ziemi, gromadzi się więc dzisiaj, aby przy zapalonym paschale czuwać na modlitwie, słuchać słowa Bożego i z wiarą wyznać, że „Chrystus zmartwychwstał – prawdziwe zmartwychwstał” i żyje. A potem chce ogłosić tę radosną wieść światu!
Papież Franciszek w adhortacji Christus vivit napisał tak: „On żyje! Trzeba to często powtarzać, ponieważ grozi nam, że będziemy przyjmowali Chrystusa tylko jako dobry przykład z przeszłości, jako wspomnienie, jako kogoś, kto nas zbawił dwa tysiące lat temu. To by na nic się zdało, zostawiłoby nas takimi samymi, jakimi byliśmy wcześniej, nie wyzwoliłoby nas”.
A potem, pisząc o konsekwencji takiej wiary, dodaje: „Jeśli On żyje, to naprawdę może być obecny w twoim życiu, w każdej chwili, aby napełnić je światłem(…). Skoro On żyje, to jest gwarancją, że dobro może znajdować drogę do naszego życia, a nasze trudy będą czemuś służyć” (CHV 124nn).
Bracia i Siostry,
kiedy śpiewamy dzisiaj wielkanocne „Alleluja” koniecznie więc trzeba za nim postawić wykrzyknik, nie znak zapytania. Potrzebna jest nam dziś pewność wiary, że naprawdę do Chrystusa „należy czas i wieczność”, jak to powiedzieliśmy na początku tej liturgii, uroczyście ozdabiając paschał. Do Niego należy także rok 2025. Chrystus jest Początkiem i Końcem, Alfą i Omegą. On, Zmartwychwstały Pan, „Jemu chwała i panowanie”!
„Wesel się ziemio opromieniona tak niezmiernym blaskiem(…) poczuj, że wolna jesteś od mroku co świat okrywa”, śpiewaliśmy przed chwilą w niepowtarzalnym Exultecie!
Czy to nie jest jakaś szydera? Naprawdę ziemia jest dzisiaj opromieniona blaskiem? Gdzie? Na Ukrainie? W Strefie Gazy? W Syrii, w Sudanie, w Etiopii, w Demokratycznej Republice Konga? A może w pokłóconej i zdezorientowanej Polsce? Rzeczywiście tak dużo u nas tego blasku? A może w Kościele, w którym tyle jest rozmaitego zamętu, chociaż codziennie prosimy na mszy św., aby zamętu nie było. A może u mnie? W moim życiu? Naprawdę ziemia jest wolna? Gdzie jest ta wolna ziemia?
Tak, wielkanocna wiara jest trudna! Wiara w to, że jeżeli On zmartwychwstał, to żadne nieszczęście nie będzie miało ostatniego zdania, a jakiekolwiek kajdany nie okażą się wieczne.
W tamten jerozolimski Wielki Piątek też się wydawało, że wszystko jest skończone. Skończył się Kościół, skończyła się Ewangelia, skończyło się głoszenie Dobrej Nowiny. Wszyscy uciekli, zrobiło się ciemno, ziemia się zatrzęsła (por. Mt.27,51) Tak się wydawało…
Gdy w Jerozolimie wybuchło pierwsze prześladowanie chrześcijan, też się wydawało, że wszystko skończone (por. Dz 8,1-3), że za chwilę ten młodziutki Kościół zostanie rozdrapany. Tak się wydawało..!
Tak się wydawało tyle razy w historii świata, gdy ogarniały go ciemności wojen, prześladowań, pożogi, trzęsień ziemi, zarazy, głodu i wszelkich innych nieszczęść: pojedynczych i wspólnych. A jednak Kościół zawsze wtedy wierzył, że to nie koniec, że Ewangelia nie może być bujdą, że to do Chrystusa Zmartwychwstałego należy czas i wieczność! Że to On będzie ostatecznym końcem wszystkiego, a nie, że to z Nim będzie koniec wszystkiego!
Ależ piękny jest ten odczytany przed chwilą fragment ewangelii (Łk 24,1-12). Trochę nieporadny. Oto trzy pobożne kobiety: Maria Magdalena, Joanna i Maria, które szczerze kochały Jezusa, były przy jego śmierci, idą teraz, aby go porządnie pochować. Idą jednak do trupa. Do nieboszczyka. Nakupiły wonności potrzebnych do porządnego pogrzebu. Wtedy, po ukrzyżowaniu nie było na to czasu. Wszystko szybko, pospiesznie. Zbliżała się Pascha. Teraz można iść z wonnościami.
I oto niespodzianka widzą otwarty grób, który jest pusty. I są bezradne. Ciekawe, że pierwszą ich postawą jest właśnie bezradność. Nie wiedzą co na to poradzić. Kiedy widzą anioła są przestraszone. Do bezradności dochodzi strach. Słyszą pierwsze wielkanocne orędzie: „Nie ma Go tu”. Zrobił, co zapowiedział, zmartwychwstał. Teraz wszystko sobie przypominają. Przypominają sobie Słowo Boże, kerygmat. Coś co wcześniej puściły mimo uszu. Dobrze zapamiętajmy tę ich sytuację, bo to może być obraz nas, ludzi przyziemnych, nieważne czy duchownych czy świeckich. Po prostu przyziemnych. Niby tego Jezusa to nawet jakoś tam znamy, chodzimy za Nim, słuchamy Słowa Bożego, wiemy, że niby On mówi coś o zmartwychwstaniu, o tym, że jest Panem, że zwycięzcą, że Królestwo Niebieskie, że Ojciec, ale szybko o tym zapominamy…?
Zdezorientowane kobiety opowiadają Apostołom o tym, co przeżyły. Apostołowie nie wierzą, świadectwo kobiet uznają za czczą gadaninę. Potem do grobu biegnie Piotr, który, choć widzi, nie wierzy temu co widzi.
Wszystko to jest takie zwyczajne, bezradosne, biedne. Ale właśnie dlatego jest prawdziwe.
Apostoł Łukasz dając nam ten skromny zapis najważniejszego wydarzenia w historii dziejów mówi: ty decyduj! Wierzysz w to, czy nie! Wierzysz w Słowo, czy nie? Może wystarczy ci rytuał? Jezus jest dla Ciebie Kimś żywym, czy nie? Ty decyduj! Jak nie uwierzysz, na pewno nie dasz rady ewangelizować, przekazywać Dobrą Nowinę. Cały wysiłek włożysz jedynie w konserwowanie swojego bezpiecznego świata, w którym jak ktoś umrze, to trzeba go pochować i to będzie koniec.
Bracia i Siostry,
tak często szukamy tylko Jezusa Ukrzyżowanego! Nie ma Go, tu, co pokazał nam wymowny grób w naszej katedrze. Nie ma Go, bo zmartwychwstał. Śmierć została pokonana! To orędzie jest też na ten rok! Właśnie teraz, gdy mamy wrażenie, że jesteśmy w kleszczach, niczym Izraelici uciekający przed wojskami egipskimi (Wj 14,15-15,18), o czym czytaliśmy przed chwilą, właśnie teraz, gdy wydaje się, że tak mało pociechy, bo wokół strach, niepewność, złość, bezradność, właśnie teraz jest moment na wiarę, na nadzieję i na zaufanie, że On zmartwychwstał, że otoczy nas mur z wód po prawej i po lewej stronie, że po raz kolejny okaże się, że do Niego należy czas i wieczność. I rok 2025!
„Nie zna śmierci Pan żywota, chociaż przeszedł przez jej wrota
Rozerwała grobu pęta Ręka święta. Alleluja!”
Bracia i Siostry,
w takim duchu nadziei, wiary i zaufania będziemy za chwilę świadkami chrztu św. naszych Braci i Sióstr, a potem sami odnowimy przymierze, które zawarliśmy w sakramencie chrztu świętego. Przez chrzest powierzyliśmy Chrystusowi nasze życie i przyjęliśmy Jego życie, życie, które się nie kończy. Pozwoliliśmy Chrystusowi, by się nami opiekował: dzisiaj, w godzinie naszej śmierci i przez całą wieczność. I każdego dnia trzeba tę chrzcielną decyzję odnawiać. Dbać o doczesność z Chrystusem i o wieczność z Chrystusem. Jak powiedział św. Augustyn: „człowieku żyj dobrze, abyś kiedy umrzesz, nie umarł”.
Oby te święta dały nam dużo nadziei. Idąc na co dzień przez mrok, trzymajmy się światła. Jak za chwilę w procesji rezurekcyjnej. Na mrok nie mamy wpływu. Może będzie jeszcze bardziej mroczny i może jeszcze bardziej gęsty. Nie idźmy jednak przez mrok sami i nie idźmy bez światła; nikłego, lecz pewnego, światła odpalonego od paschału, światła odpalonego od Światłości. Ono teraz oświetli nam miejsce gdzie postawimy najbliższy krok, a kiedyś przemieni się w pełny blask!
A potem z tą nadzieją idźmy i do naszych sióstr i braci, szczególnie do tych, którzy wciąż śpiewają swoje „Gorzkie żale”, w których sercu jest Wielki Piątek; ciemna i zimna zima. Idźmy do nich, by choć trochę naszą dyskretną obecnością im ulżyć. By być dla nich niczym skromny przebiśnieg na wielkich polanach lodu! Zróbmy ludziom trochę Galilei. Tam Pan Jezus obiecał spotkać się ze swoimi uczniami: „idzie przed wami do Galilei” (Mk 16,7). Każdy gest wielkanocnej dobroci może być jak Galilea.
Tyle! Na koniec pomódlmy się słowami św. Hipolita: „O Boska Pascho, tyś rozproszyła ciemności śmierci, wszystkim darowałaś życie, otwarłaś bramy nieba. Bóg stał się człowiekiem, a człowiek stał się Bogiem. […] Niech nie zgasną już więcej lampy dusz. Niech we wszystkich ludziach zajaśnieje ogień łaski, podtrzymywany olejem Chrystusa. Prosimy Cię, o Panie Boże, Królu wieczny, Chryste, wyciągnij swoje […] dłonie nad całym Kościołem świętym i nad ludem Twoim, który zawsze należy do Ciebie: broń go i strzeż, zachowaj go; zwalcz, wyzwij i poddaj wszystkich nieprzyjaciół. […] Pozwól nam śpiewać z Mojżeszem pieśń zwycięstwa, bo Twoja jest chwała i potęga na wieki wieków. Amen”!
+ Adrian J. Galbas SAC







































