Papież podczas Mszy Krzyżma: odkryjmy na nowo potrzebę poświęcenia się modlitwie

„Pan szuka, zwłaszcza wśród osób Jemu poświęconych, tych, którzy płakaliby nad grzechami Kościoła i świata, stając się narzędziami wstawiennictwa za wszystkich” -mówił papież Franciszek podczas wielkoczwartkowej Mszy Krzyżma w bazylice św. Piotra w Watykanie.

Do postrzegania życia i powołania w perspektywie całej przeszłości i przyszłości oraz odkrycia na nowo potrzeby adoracji i bezinteresownej, spokojnej modlitwy serca – zachęcił Franciszek w Wielki Czwartek podczas Mszy Krzyżma w Bazylice św. Piotra w Watykanie. Papież wskazał na potrzebę skruchy, która jest nie tyle owocem naszej sprawności, lecz łaską i jako taka musi być wyproszona na modlitwie.

Na początku homilii papież nawiązał do fragmentu Ewangelii św. Łukasza ze słowami: „Oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione”, gdy Jezus zdemaskował fałszywe oczekiwania swoich rodaków, a oni „unieśli się gniewem” wyszli i wypędzili Go z miasta.

Zwrócił uwagę, że w Wielki Czwartek, ma miejsce alternatywne skrzyżowanie spojrzeń, gdzie protagonistą jest pierwszy Pasterz naszego Kościoła, Piotr, który gdy „Pan obrócił się i spojrzał” na niego, ten „wspomniał na słowo Pana, jak mu powiedział: […] wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał”. Jego oczy zalały się łzami, które płynąc ze zranionego serca, uwolniły go od fałszywych przekonań i usprawiedliwień. Ten gorzki płacz zmienił jego życie – powiedział papież.

„Płakać nad sobą, nie oznacza użalania się nad sobą”

Franciszek zwrócił uwagę, że słowa i gesty Jezusa przez lata nie wyrwały Piotra z jego oczekiwań, podobnych do oczekiwań mieszkańców Nazaretu: on również czekał na Mesjasza politycznego i potężnego, silnego i zdecydowanego, a w obliczu skandalu słabego Jezusa, aresztowanego bez oporu, oświadczył: „Nie znam Go!” I to prawda, nie znał Go: zaczął Go poznawać, gdy w mroku zaparcia się zrobił miejsce na łzy wstydu i serdecznego żalu – powiedział papież.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ>>> Triduum Paschalne. Q&A

Zwracając się do kapłanów zaznaczył, że uzdrowienie serca Piotra, uzdrowienie Apostoła, uzdrowienie Pasterza dokonują się, gdy zranieni i skruszeni pozwalamy, by Jezus nam przebaczył: wiodą przez łzy, gorzki płacz, ból, który pozwala nam na nowo odkryć miłość.

Franciszek nawiązując do Wielkiego Czwartku Roku Modlitwy oddał się refleksji na temat „zaniedbanego, ale istotnego aspektu życia duchowego wyrażonego w  słowie, które warto odkryć na nowo: skrucha, które przywołuje na myśl ukłucie – „ukłucie w sercu”, przebicie, które je rani, wywołując łzy skruchy. Franciszek wskazał na właściwe rozumienie co to znaczy płakać nad sobą, co nie oznacza użalania się nad sobą, do czego często jesteśmy kuszeni. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy jesteśmy rozczarowani lub zmartwieni z powodu zawiedzionych oczekiwań, braku zrozumienia ze strony innych, być może współbraci i przełożonych. Albo kiedy, dla dziwnej i niezdrowej przyjemności duszy, uwielbiamy rozpamiętywać krzywdy, jakie nam wyrządzono, by użalać się nad sobą, myśląc, że nie otrzymaliśmy tego, na co zasłużyliśmy i wyobrażając sobie, że przyszłość może przynieść nam tylko ciągłe negatywne niespodzianki – wyjaśniał Ojciec Święty.

„Serce, bowiem, bez skruchy i płaczu staje się zatwardziałe”

Wskazał na właściwe rozumienie słów: płakać nad sobą, które oznaczają poważnie żałować, że zasmuciliśmy Boga grzechem; to przyznać, że zawsze jesteśmy dłużnikami, a nigdy wierzycielami; to przyznać, że zagubiliśmy drogę do świętości, nie dochowując wiary w miłość Tego, który oddał za mnie życie. Jest to spojrzenie w głąb siebie i ubolewanie nad swoją niewdzięcznością i niestałością; to rozważanie ze smutkiem swojej dwulicowości i fałszu; jest to zejście w głębię meandrów swojej hipokryzji. Aby potem, stamtąd, wznieść na nowo spojrzenie na Ukrzyżowanego i dać się poruszyć Jego miłości, która zawsze przebacza i podnosi, która nigdy nie zawodzi oczekiwań tych, którzy Mu ufają. W ten sposób łzy nadal płyną i oczyszczają serce – wyjaśniał Franciszek.

CZYTAJ>>> Spotkanie Jezusa z Weroniką. Niezwykłe zapiski bł. Anny Katarzyny Emmerich!

Podkreślił, że skrucha, istotnie, wymaga wysiłku, ale przywraca pokój; nie powoduje udręki, lecz uwalnia duszę od ciężaru, ponieważ oddziałuje na ranę grzechu, pozwalając nam przyjąć czułość niebiańskiego lekarza, który przemienia serce, gdy jest „pokorne i skruszone” złagodzone łzami.

Papież wskazał, że skrucha jest zatem lekiem na sklerokardię – zatwardziałość serca, tak bardzo potępianą przez Jezusa. Serce, bowiem, bez skruchy i płaczu staje się zatwardziałe: najpierw przyzwyczaja się do własnych nawyków, potem niecierpliwi się wobec problemów i staje się obojętne wobec ludzi, następnie zimne i niemal niewzruszone, jakby otoczone niezniszczalną skorupą, a w końcu staje się sercem z kamienia – wyjaśniał Franciszek i dodał: Ale tak jak kropla drąży kamień, tak też i łzy powoli drążą zatwardziałe serca. W ten sposób jesteśmy świadkami cudu smutku prowadzącego do łagodności.

Papież zachęcił kapłanów do refleksji: ile siebie, ile skruchy i łez jest obecnych w naszym rachunku sumienia i w naszej modlitwie. Zapytajmy siebie samych, czy wraz z upływem lat przybywa łez.

„Pozwólmy Panu dokonywać cudów”

Przypomniał, że w życiu duchowym ważne jest, aby stać się jak dziecko, ci, którzy nie płaczą, cofają się, starzeją się wewnętrznie, podczas gdy ci, którzy urzeczywistniają modlitwę prostszą i bardziej zażyłą, nacechowaną adoracją i wzruszeniami wobec Boga, dojrzewają. Wiążemy się coraz mniej z samymi sobą, a coraz bardziej z Chrystusem i stajemy się ubogimi w duchu – zachęcił Franciszek i dodał: Tak więc ten, kto skruszy się w sercu, czuje się coraz bardziej bratem wszystkich grzeszników świata, bez fasady wyższości czy surowości osądu, lecz z pragnieniem miłowania i zadośćuczynienia.

Wskazał na kolejną cechę charakterystyczną skruchy: solidarność. Serce posłuszne, wyzwolone przez ducha Błogosławieństw, w naturalny sposób staje się skłonne do czynienia skruchy za innych: zamiast złościć się i oburzać z powodu zła popełnionego przez braci, płacze z powodu ich grzechów. Następuje pewnego rodzaju odwrócenie, w którym naturalna skłonność do bycia pobłażliwym dla siebie, a nieugiętym wobec innych zostaje odwrócona, i dzięki łasce Bożej człowiek staje się stanowczy wobec siebie, a miłosierny wobec innych – wyjaśniał Franciszek. Dodał: Pan szuka, zwłaszcza wśród osób Jemu poświęconych, tych, którzy płakaliby nad grzechami Kościoła i świata, stając się narzędziami wstawiennictwa za wszystkich.

Papież przypomniał, że Pan nie wymaga od swoich pasterzy pogardliwego osądzania tych, którzy nie wierzą, ale miłości i łez dla tych, którzy są daleko. Trudne sytuacje, które widzimy i których doświadczamy, brak wiary, cierpienia, których dotykamy, w kontakcie ze skruszonym sercem nie budzą stanowczości w polemice, ale wytrwałość w miłosierdziu. Jak bardzo musimy być wolni od surowości i oskarżeń, od egoizmu i ambicji, od rygoryzmu i niezadowolenia, aby powierzyć się i polegać na Bogu, znajdując w Nim pokój, który ratuje przed każdą burzą! – mówił papież i zachęcił: Uwielbiajmy, wstawiajmy się i płaczmy za innych: pozwolimy Panu dokonywać cudów. I nie bójmy się: On nas zaskoczy!.

Zwrócił uwagę, że „dzisiaj, w świeckim społeczeństwie grozi nam, że będziemy bardzo aktywni, a jednocześnie będziemy czuli się bezsilni, w wyniku czego stracimy entuzjazm i będziemy kuszeni, by `żeby się poddać`, zamknąć się w narzekaniu i sprawić, by wielkość problemów przeważyła nad wielkością Boga. Jeśli tak się stanie, będziemy zgorzkniali i cierpcy. Ale jeśli jednak, gorycz i skrucha, zwracają się, zamiast do świata, do naszego własnego serca, to Pan nie omieszka nas nawiedzić i podnieść na duchu”.  

ZOBACZ>>> Modlitwa, która daje odpust zupełny w Wielki Piątek

„Powróćmy do adoracji i modlitwy serca”

Na zakończenie Franciszek podkreślił, że skrucha jest nie tyle owocem naszej sprawności, lecz łaską i jako taka musi być wyproszona na modlitwie. Wskazał, że żal jest darem Boga, owocem działania Ducha Świętego.

Papież dał kapłanom „dwie małe rady”. Przestrzegł, aby nie postrzegać życia i powołania w perspektywie skuteczności i doraźności, związanej tylko z dniem dzisiejszym i jego pilnymi potrzebami i oczekiwaniami, ale w perspektywie całej przeszłości i przyszłości. W drugiej zachęcie, która jest następstwem pierwszej papież zaapelował: „Odkryjmy na nowo potrzebę poświęcenia się modlitwie, która niech nie będzie obowiązkiem wynikającym tylko z funkcji, ale niech będzie bezinteresowna, spokojna i przedłużona. Powróćmy do adoracji i modlitwy serca”.

Dziękuję wam, drodzy kapłani, za wasze otwarte i posłuszne serca; dziękuję za wasz trud i łzy; dziękuję za to, że niesiecie cud Bożego miłosierdzia braciom i siostrom naszych czasów. Niech Pan was pociesza, utwierdza i wam wynagradza – powiedział Franciszek kończąc homilię.

KAI,pa/Stacja7