Franciszek w Trieście: „umocnijmy marzenie o nowej cywilizacji opartej na pokoju i braterstwie!”

"Nie bądźmy zgorszeni Jezusem, lecz wręcz przeciwnie, bądźmy oburzeni wszystkimi sytuacjami, w których życie jest upodlone, ranione i zabijane" - mówił papież podczas mszy na Piazza Unita d'Italia w Trieście.

Na wstępie homilii papież nawiązał do fragmentu z Księgi Ezechiela, w którym jest mowa o Bogu, który aby obudzić nadzieję w strapionych sercach i podtrzymać trudy wędrówki, zawsze wzbudzał proroków pośród swojego ludu, ale byli oni odrzucani. Podobnie Jezus również doświadcza tego samego, co prorocy, gdy wraca do Nazaretu, swojej ojczyzny i zostaje odrzucony, a nawet wywołuje zgorszenie. – Słowo „zgorszenie” nie odnosi się do czegoś bezwstydnego lub nieprzyzwoitego, jak używamy go dzisiaj. Zgorszenie oznacza „kamień, o który się potykamy”, to znaczy przeszkodę, przeciwność, coś, co cię blokuje i uniemożliwia pójście dalej” – wyjaśniał papież i zachęcił do rozważenia pytania, „co jest przeszkodą, która uniemożliwia nam uwierzenie Jezusowi?”.

Zgorszeniem jest więc człowieczeństwo Jezusa – zaznaczył Franciszek i wyjaśnił: „To właśnie jest zgorszeniem: wiara oparta na ludzkim Bogu, który pochyla się ku ludzkości; który troszczy się o nią; który wzrusza się naszymi ranami; który bierze na siebie nasze znużenie; który łamie się dla nas jak chleb. Pociągający jest Bóg silny i potężny, który staje po mojej stronie i zaspokaja mnie we wszystkim. Bóg słaby, który umiera na krzyżu z miłości, i prosi także mnie, abym przezwyciężył wszelki egoizm i ofiarował swoje życie za zbawienie świata, jest Bogiem niewygodnym”.

Nawiązując do kwestii społecznych i politycznych omawianych również podczas zakończonego w Trieście Tygodnia Społecznego Franciszek zaznaczył, że dzisiaj potrzebujemy właśnie tego: zgorszenia wiary. Nie religijności zamkniętej w sobie, która wznosi wzrok ku niebu, nie martwiąc się o to, co dzieje się na ziemi i celebruje liturgie w świątyni, zapominając o prochu, który przewija się przez nasze ulice. Potrzebujemy natomiast zgorszenia wiary, wiary zakorzenionej w Bogu, który stał się człowiekiem, a zatem wiary ludzkiej, wiary ucieleśnionej, która wkracza w historię, która otacza czułością ludzkie życie, która leczy złamane serca, która staje się zaczynem nadziei i początkiem nowego świata – zachęcał Franciszek.

Podkreślił, że dzisiaj potrzebna jest wiara, która „budzi sumienia z letargu, która wkłada palec w rany społeczeństwa, która rozbudza pytania o przyszłość człowieka i historii; jest to wiara niespokojna, która pomaga nam przezwyciężyć przeciętność i znużenie serca, która staje się cierniem w ciele społeczeństwa często znieczulonego i ogłuszonego konsumpcjonizmem. Jest to przede wszystkim wiara, która rozwiewa kalkulacje ludzkiego egoizmu, która potępia zło, która wskazuje palcem na niesprawiedliwość, która zakłóca intrygi tych, którzy w cieniu władzy bawią się kosztem słabych”.

Papież nawiązał do wiersza pochodzącego z Triestu poety Umberto Saby pt. „Città vecchia”, który opisując w liryku swój zwyczajny powrót do domu wieczorem spotyka odrzuconych przez ludzkość i „przechodząc, znajduje nieskończoność w pokorze”, ponieważ nierządnica i marynarz, kłótliwa kobieta i żołnierz „wszyscy są stworzeniami życia i cierpienia; Pan porusza się w nich, tak jak i we mnie”.

Nie zapominajmy o tym: Bóg ukrywa się w mrocznych zakamarkach życia i naszych miast. Jego obecność objawia się właśnie w twarzach wyżłobionych cierpieniem i tam, gdzie zdaje się triumfować rozkład. Nieskończoność Boga jest ukryta w ludzkiej nędzy, Pan porusza się i staje się przyjazną obecnością właśnie w zranionym ciele ostatnich, zapomnianych i odrzuconych. A my, którzy czasami jesteśmy niepotrzebnie zgorszeni jakże wieloma drobnymi rzeczami, dobrze uczynilibyśmy zadając sobie pytanie: dlaczego nie jesteśmy zgorszeni w obliczu szerzącego się zła, życia, które jest upokarzane, problemów pracy, cierpienia migrantów? Dlaczego jesteśmy apatyczni i obojętni na niesprawiedliwość świata? Dlaczego nie bierzemy sobie do serca sytuacji więźniów, która nawet z tego miasta Triestu wznosi się jak krzyk udręki? – zachęcał Franciszek do refleksji.

Przypomniał, że Jezus mimo odrzucenia aż po osądzenie i potępienie „pozostał wierny swojej misji, nie ukrył się za dwuznacznością, nie pogodził się z logiką władzy politycznej oraz religijnej i uczynił ze swego życia ofiarę miłości dla Ojca”. Podobnie my, chrześcijanie, jesteśmy powołani do bycia prorokami i świadkami królestwa Bożego, w każdej sytuacji, w której żyjemy, w każdym miejscu, w którym zamieszkujemy – zaznaczył Franciszek.

Na zakończenie papież zaapelował, aby z miasta Triestu, „spoglądającego na Europę, będącego skrzyżowaniem narodów i kultur, ziemi pogranicza, umocnić marzenie o nowej cywilizacji opartej na pokoju i braterstwie”. Nie bądźmy zgorszeni Jezusem, lecz wręcz przeciwnie, bądźmy oburzeni wszystkimi sytuacjami, w których życie jest upodlone, ranione i zabijane. Nieśmy proroctwo Ewangelii w naszym ciele, nie tyle słowami ile naszymi wyborami – powiedział Franciszek.

Z kolei kierując apel do Kościoła w Trieście, powiedział: „Idźcie naprzód! Nadal angażujcie się na pierwszej linii frontu w szerzenie Ewangelii nadziei, zwłaszcza tym, którzy przybywają z Bałkanów i wszystkim tym, którzy potrzebują wsparcia i pocieszenia na ciele lub na duchu. Działajmy wspólnie: abyśmy, odkrywając, iż jesteśmy miłowanymi przez Ojca, mogli żyć wszyscy jak bracia”.

KAI