„Zawsze stawiała siebie na drugim planie, szukała dobra innych”. Żegnamy Joannę Jureczko-Wilk

Joanna Jureczko-Wilk od 1992 roku pracowała w redakcji “Gościa Niedzielnego”. Najpierw jako sekretarz redakcji w Katowicach, a później przez wiele lat była redaktorem i kierownikiem “Gościa Warszawskiego”. Przez 31 lat napisała tysiące tekstów

W biurze prasowym Archidiecezji Warszawskiej często korzystaliśmy z jej pracy – i odwrotnie. Jej poranne telefony o szczegóły wydarzeń na dwa-trzy tygodnie wprzód powinny generować odpowiedź: “Prosimy o cierpliwość, wkrótce podamy wszystkie informacje”. Powinny, bo swą naturalną sympatią i życzliwością w rzeczywistości Joanna mobilizowała nas wtedy do pracy. Kiedy czasem sami próbowaliśmy dotrzeć do pewnych informacji z życia Archidiecezji, często okazywało się, że ona już je ma.

Jutro o godz. 11:00 w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie odbędzie się Msza święta pogrzebowa śp. Joanny Jureczko-Wilk.

– Jeżeli dzisiaj jestem dziennikarzem, to dzięki niej – mówi Tomasz Gołąb, kierownik “Gościa Warszawskiego”. Joannę Jureczko-Wilk poznał w 1996 roku, kiedy zaczynał pracę w “Gościu Warszawskim”. Była jego szefową, od niej uczył się też dziennikarstwa. – Nie jestem z zawodu dziennikarzem. To ona poprawiała wszystkie moje teksty, wysyłała mnie na pierwsze materiały. Ale ceniłem w niej to, że była bardzo miłosierna wobec początkującego dziennikarza – wspomina. – Była osobą niezwykle łagodnego serca, niezwykle pogodna, mimo że cierpiąca – dodaje.

Kiedy dwadzieścia lat temu w tragicznych okolicznościach zginął jej mąż musiała pogodzić rolę mamy Hani i Krzysztofa oraz dziennikarza, niełatwą, bo kierowała wówczas redakcją “Gościa Warszawskiego”. – Wymagało to dużego zaangażowania emocjonalnego i czasowego. Ale potrafiła pogodzić te role, podziwiałem ją za to. Była bardzo pracowita – mówi Tomasz Gołąb.

– Całe życie nosiła jakieś krzyże, o wielu pewnie nie wiemy, ale była przy tym łagodnie miłosiernia wobec innych, natomiast wobec siebie bardzo wymagająca. Nigdy nie szukała chwały, zawsze pozostawała w cieniu, szukała przede wszystkim dobra innych, a nie swojego – mówi.

Kiedy przyszła choroba nowotworowa, potrafiła przyjąć ją “z łagodnością i wiarą”. Cierpiała, ale to cierpienie otwierało ją na Boga i innych ludzi. – Czasem mówiła: “nie dam rady”. Jednak dawała. I wydawało się, że da także tym razem, gdy nowotwór, który już raz pokonała, na początku pandemii znowu zaatakował – mówi Tomasz Gołąb.

Była dzielna, ale jednocześnie cały czas dbała o siebie jakby na końcu – mówiła o dzieciach, ich sukcesach, troskach, do końca próbowała oszczędzić im zmartwień, nawet kiedy wiedziała już, że ta choroba nie skończy się dobrze. – Może inaczej: była pewna, że skończy się dobrze, chociaż być może nie będzie to koniec po ludzku wymarzony – mówi Tomasz Gołąb.

– Znosiła cierpienie z nadzwyczajnym pokojem, jak Boży człowiek. – Jestem pewien, że bez przyjaźni z wieloma świętymi to pewnie inaczej by wyglądało – zauważa. A była to cała litania świętych, o których pisała też najpiękniejsze teksty: św. Faustyna, Służebnica Boża s. Wanda Boniszewska, bł. Ignacy Kłopotowski, a ostatnio – już w czasie nawrotu choroby – bł. Hanna Chrzanowska. W nich odnajdywała też radość i przykład życia.

Miała niezwykle dużo znajomych i przyjaciół. – Ludzie byli pod wrażeniem spotkania z nią. To zapadało w pamięć – mówi Tomasz Gołąb. – Ci którzy jej nie znali powinni zajrzeć do trzynastego rozdziału Listu do Koryntian, bo Joanna była jak miłość – dodaje.

– Cicha, spokojna, zawsze z aparatem i dobrze wykonująca swoją pracę – mówi Anna Wojtas, która poznała Joannę Jureczko-Wilk w 1997 roku, gdy sama zaczynała przygodę z dziennikarstwem. Przyznaje, że najbardziej w pamięci pozostają spotkania ze “zwyczajnej pracy dziennikarskiej, czyli relacjonowania tych samych wydarzeń kościelnych”. – Tego było mnóstwo – mówi. – Ona była zawsze, przez całe moje dziennikarskie życie – dodaje. – Zawsze była jednak na drugim planie. Zawsze ktoś inny lub temat, którym się zajmowała, był ważniejszy, niż ona sama. Teraz najzwyczajniej w świecie jej brakuje – mówi.

Dobromiła Salik, która pracowała w “Gościu Niedzielnym” mówi, że “Asia była osobą niezwykle dobrą, łagodną i dzielną”. – Od dnia, kiedy Asia odeszła, dużo o niej myślę i jakby dopiero teraz zaczynam dostrzegać w pełni, jak pięknym była człowiekiem i jak wiele jej cech chciałabym naśladować – wspomina.

– Podkreślę trzy dla mnie najważniejsze. Przede wszystkim nie słyszałam nigdy, by Asia powiedziała o kimś coś niepozytywnego. Nie mówiła nic – albo dobrze. Jakie to rzadkie i jakie trudne! Po drugie była w pełni oddana swoim dzieciom. Nie było nic ważniejszego ponad to pierwsze i jedyne powołanie, bo powołania małżonki nie dane jej było długo wypełniać. Mając świadomość bycia „rodzicem razy dwa”, pragnęła zapewnić swoim dzieciom nie tylko byt, ale przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i bezwarunkową miłość. Trzecia rzecz wydaje mi się najcudowniejsza dla tych, którzy mieli szczęście Asię poznać i rozmawiać z nią. Rzecz także nader rzadka. Cierpienie zwykle koncentruje nas na sobie samych i nieraz każe ze swoich – zwłaszcza zdrowotnych – problemów czynić główny wątek rozmów z bliźnimi. Asia – inaczej. Zwięźle mówiła o sobie i zawsze była żywo zainteresowana moimi problemami, pytała o różne rzeczy i zawsze uważnie słuchała – dodaje.

Ostatnim jej tekstem napisanym dla “Gościa Warszawskiego” było rozważanie Psalmu 34. „Chcę błogosławić Pana w każdym czasie”, rozpoczyna się Psalm 34. W każdym, to znaczy także wtedy, kiedy czujemy się zagrożeni, z każdej strony dostajemy po głowie, upadają nasze plany na życie, gdy tracimy nadzieję. (…) Nasze życie jest utkane wyłącznie z Jego łask. Bogobojnym, którzy mają tego świadomość i oddają należną mu cześć, On błogosławi – napisała.

Rodzinie zmarłej red. Joanny Jureczko-Wilk oraz warszawskiej redakcji “Gościa Niedzielnego” składamy wyrazy współczucia. Łączymy się w modlitwie dziękczynnej za Jej życie i owocną pracę, pełnej nadziei na spotkanie nas wszystkich z Tym, Któremu tak bardzo wierzyła.

ks. Przemysław Śliwiński
Karolina Hołownia