Homilia wygłoszona w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego
Alleluja
(Homilia wygłoszona w ur. Zmartwychwstania Pańskiego, 05 kwietnia 2026 r. w archikatedrze warszawskiej)
Alleluja!
Siostry i Bracia,
witam was w ten najradośniejszy dzień roku, w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego okrzykiem, który jest nieprzetłumaczalny. Żaden współczesny język angielski czy niemiecki, włoski, czy hiszpański, ani żaden starożytny nie ośmielił się przetłumaczyć tego słowa. Zostaje hebrajskie Alleluja.
„Póki mego życia, chcę śpiewać Panu
i grać mojemu Bogu, póki mi życia starczy.
Niech miła Mu będzie pieśń moja,
będę radował się w Panu (…). Alleluja”, powie Psalm 104 (Ps 104 33-35).
„Alleluja.
Chwalcie imię Pańskie,
chwalcie, słudzy Pańscy,
wy, którzy stoicie w domu Pańskim,
na dziedzińcach domu Boga naszego.
Chwalcie Pana, bo dobry jest Pan,
śpiewajcie Jego imieniu, bo łaskawe”, dopowie Psalm 135 (Ps 135,1-3).
A św. Jan w Apokalipsie doda jeszcze: „Potem usłyszałem jak gdyby głos wielkiego tłumu w niebie, mówiących: Alleluja!” (Ap 19,1).
Takich miejsc w Biblii jest bardzo wiele.
Alleluja, czyli po prostu: „chwalcie Pana”, jest najkrótszą modlitwą uwielbienia Boga. Jednosłowna i dosłowna. Tak, o nic w niej prosimy, za nic nie dziękujemy, nie przepraszamy. Po prostu jesteśmy szczęśliwi, że Bóg jest z nami, Bóg który Zmartwychwstał i żyje.
Katechizm powie, że to modlitwa „dziecka Bożego, grzesznika, któremu przebaczono, który zgadza się na przyjęcie miłości, jaką jest kochany, i chce na nią odpowiedzieć jeszcze bardziej kochając” (KKK 2712). Tak, ktoś, kto pojął jak wielka jest miłość Boża, nie znajdzie słów, aby wychwalić Boga. Zostanie mu więc tylko to jedno: alleluja!
To słowo wyprowadza człowieka ku górze. „Pieśń we wszystkim drzemie”, powiedział jeden z niemieckich poetów. Kontemplując zmartwychwstanie Chrystusa, drzemiąca w nas pieśń Alleluja przebudza się i wnosi.
Dokładnie tego doświadczył św. Augustyn w Mediolanie, gdy w Wigilię Zmartwychwstania usłyszał w kościele wiernych śpiewających ku czci Chrystusa. To przywróciło mu wiarę.
Potem w jednej ze swoich wielkich mów, powie tak: „Alleluja, chwalcie Pana. Chwalmy Pana życiem i słowami, sercem i ustami, głosem i zachowaniem. Bóg chce, abyśmy śpiewali Alleluja, lecz, aby w tym kto śpiewa nie było niezgody. Niech zgodne będą nasze życie i nasze usta, nas głos i nasze zachowanie. Powtarzam to z obawy, aby nasz piękny śpiew nie oskarżał naszego złego postępowania(…). Śpiewaj jak podróżnik, śpiewaj, ale idź naprzód. Śpiewaj, by nieustannie się trudzić, nie daj się ogarnąć lenistwu. Śpiewaj i idź naprzód. Co znaczy idź naprzód? Rozwijaj się, rozwijaj się w czynieniu dobra. Rozwijaj się w prawości wiary i czystości życia. Śpiewaj i idź naprzód” (Mowa 256).
Jeszcze potem, w roku 430 północnoafrykańskie miasto Hippona było oblężone przez barbarzyńców, a jego wielki biskup, ten sam przebudzony niegdyś wielkanocną pieśnią, św. Augustyn, leżał na łożu śmierci. Ostatnim pocieszeniem na ziemi była dlań wiadomość przyniesiona z jego katedry, gdzie w tym samym czasie obchodzono Wigilię Zmartwychwstania Pańskiego. Właśnie kantor zaintonował Alleluja, wtem od tyłu, od strony drzwi wpadła strzała i przeszyła gardło młodego śpiewaka. Mógł dokończyć Alleluja w niebie. Augustyn płakał z radości na wieść o tym, że wierni wyszli naprzeciw barbarzyńcom z pieśnią Alleluja na ustach, na wieść o tym, że Kościół w Hipponie przez kantora, który umarł z Alleluja na ustach, zapowiadał w niebie, konającego już biskupa.
Bracia i Siostry,
Alleluja powinno być „cantus firmus” każdej i każdego z nas. Wokół wiele jest pieśni żałobnych. Nie ulegajmy im. My mamy nasze Alleluja. Skoro Chrystus swym zmartwychwstaniem pokonał świat (por. J 16,33), nie lękajmy się zwyciężonego świata. Niech ta pieśń, łączy nas, czyni nas braćmi i siostrami!
Aby ją zaśpiewać tak, jak powinna być zaśpiewana, broń Boże nie można jej recytować, potrzeba zrobić dzisiaj dwie rzeczy. Po pierwsze odnowić swoją wiarę w Zmartwychwstanie Chrystusa. To podstawa, zgodnie ze słowami św. Pawła, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał próżna jest nasza wiara” (1 Kor 15,14). Nie można wierzyć w Chrystusa, nie wierząc w jego zmartwychwstanie. Katechizm Kościoła powie, że jest to kulminacyjna prawda naszej wiary (por. KKK 638).
O tym opowiada nam usłyszana przed chwilą Ewangelia (por. J 20,1-9). Ona nie zawiera opisu zmartwychwstania Chrystusa. Nikt bowiem tego nie widział, nikt nie może tego przedstawić, tak, jak na przykład przedstawiony jest opis Męki Chrystusa. Tam Ewangeliści zachowują się niemal jak sprawozdawcy sądowi, opisując szczegóły procesu Chrystusa przed Sanhedrynem, potem u Piłata, potem Drogę Krzyżową i w końcu samo umieranie Zbawiciela.
Ewangelie o Zmartwychwstaniu są chaotyczne, rwane, delikatne. Potwierdza to tylko, że choć Chrystus wielokrotnie zapowiadał swoje zmartwychwstanie, ostatecznie ono wszystkich przerosło. I to w Ewangeliach widać. One, a będziemy ich słuchać w tych wielkanocnych dniach, opowiadają nam o spotkaniach ze Zmartwychwstałym, dzięki którym rodzi się wiara w Jego zmartwychwstanie.
Tak jest również w Ewangelii usłyszanej dopiero co. Pełno tu biegu, pełno chaosu. Maria Magdalena informuje Apostołów, że w grobie nie ma ciała Chrystusa. Informuje ich więc raczej o przestępstwie, o kradzieży, nie o zmartwychwstaniu. Potem Piotr i Jan biegną co sił, a że Jan sił ma więcej, i tych duchowych i tych fizycznych, jest przy grobie pierwszy. Pierwszy jednak wchodzi Piotr, ponieważ to on jest Pierwszy spośród Apostołów, a fakt zdrady Piotra wcale tego nie unieważnia.
Nic jednak tu nie ma o tym, że Piotr w tym momencie uwierzył w Chrystusa. Na razie zobaczył on tylko, że nie ma ciała, że są jedynie płótna.
Gdy jednak wszedł do grobu Jan „ujrzał i uwierzył”, jak słyszeliśmy przed chwilą. Dla Jana widok pustego grobu z obecnymi tam płótnami, w które zwinięte było ciało Jezusa był przekonującym dowodem na zmartwychwstania. Płótna były bowiem nienaruszone, nierozwinięte, puste, bez ciała Jezusa. Zdumiony apostoł zrozumiał, że skoro płótna były nierozwiązane, a więc nikt nie wyjmował z nich ciała zmarłego, ciało to musiało przeniknąć przez całun. To sprawiło, że Jan „ujrzał i uwierzył” (J 20,8).
Piotr uwierzy później. Ostatecznie dopiero podczas przepięknego spotkania nad jeziorem galilejskim, gdy rzuci się w wody jeziora, by jak najszybciej paść przed Chrystusem na kolana, a potem wyzna, że bardzo Chrystusa kocha (por. J 21,17). W konsekwencji tej wiary i po Zesłaniu Ducha Świętego będzie mógł wypowiedzieć słowa, które słyszeliśmy dzisiaj: „…my jesteśmy świadkami wszystkiego, co [Chrystus] zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie, a Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu” (Dz, 10,39-41). Ostatecznie Piotr odda za Chrystusa życie.
Maria Magdalena po wizycie przy grobie uwierzy, że nie dokonało się żadne przestępstwo kradzieży ciała, ale że Chrystus naprawdę zmartwychwstał uwierzy dopiero, gdy Ten, pomylony przez nią z ogrodnikiem wypowie jej imię: ”Mario”. Wtedy rzuci się Chrystusowi do stóp, zostanie jednak poproszona, by nie zatrzymywała Go dla siebie, lecz by stała się apostołką Zmartwychwstałego Pana (por. J.20,11-18).
Dla mnie świadomym początkiem wiary w Chrystusa był moment mojego bierzmowania, do którego poszedłem właściwie jako niewierzący, poproszony o to przez moją babcię. Właśnie wtedy, gdy otrzymywałem ten sakrament po raz pierwszy pojawiła się we mnie myśl, delikatniejsza niż pierwsze wiosenne słońce: „a może to jest prawda”, z tym Chrystusem, z tym zmartwychwstaniem, z tym Kościołem. Od tamtego momentu sprawy wiary zacząłem traktować poważnie. Potem mogłem poznać czym, albo raczej kim jest Kościół, który umożliwia mi stałe spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym, bym w końcu mógł powiedzieć dojrzale i w sposób wolny: wierzę.
Elementem tej wiary jest także wiara w życie wieczne. Tak, wierzę, że śmierć nie jest końcem, a jedynie przejściem, wierzę, że skoro śmierć nad Chrystusem nie ma już władzy, to nie będzie miała tej władzy także nade mną (por. Rz 8.11). Bez tej wiary bym zwariował. Nie znalazłbym żadnego sensu dla swojego życia. Wizja przeżycia dobrze moich dni na ziemi, a potem wejście w wieczną nicość nie dałaby mi siły, zwłaszcza w konfrontacji z cierpieniem własnym i cierpieniem tych, których kocham.
Kiedyś papież Benedykt XVI w kazaniu na Wielkanoc powiedział: „Ludzie zawsze myśleli, że gdzieś muszą istnieć jakieś lecznicze zioła przeciwko śmierci, że wcześniej czy później powinno stać się możliwe znalezienie lekarstwa nie tylko na tą, czy inną chorobę, ale lekarstwa przeciw nieuchronnemu przeznaczeniu – przeciw śmierci. Zastanówmy się jednak przez chwilę, jak by to naprawdę było, gdyby udało się może nie całkiem wyeliminować śmierć, ale odroczyć ją na czas nieokreślony, osiągnąć wiek kilkuset lat? Czy to byłoby czymś dobrym? Ludzkość postarzałaby się niezmiernie, nie starczyłoby miejsca dla młodych”. I Benedykt XVI konkluduje, że prawdziwym zielem leczniczym przeciw śmierci jest zmartwychwstanie Chrystusa, zadatek naszego zmartwychwstania. I ja w to wierzę!
Bracia i Siostry,
dzisiejszy dzień jest po to, by każdy powrócił do tej chwili w swoim życiu, gdy po raz pierwszy świadomie uwierzył w Chrystusa, który jest Panem. Nie w lalkę włożoną do grobu, nie w anegdotę, nie w zwyczaj, ale w Chrystusa, który Zmartwychwstał, żyje i jest. W Chrystusa, który mówi każdej i każdemu: Ja jestem z tobą przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (por. Mt 28,20). Tak może powiedzieć tylko ktoś, kto przeszedł przez śmierć. Ja jestem z tobą przez wszystkie dni twojego świata, przez dni rozjaśnione i mroczne, łatwe i trudne, przez dni pełne spokoju i pełne sztormów. Zrozumiał to św. Serafin z Sarowa, który powtarzał wciąż i wciąż: „moją radością jest Chrystus zmartwychwstały”
Drugi zaś warunek, dzięki któremu będziemy mogli śpiewać czystym sercem pieśń Alleluja, to skorzystanie już dzisiaj, już teraz z owoców Zmartwychwstania Chrystusa, czyli nasze zmartwychwstanie duchowe.
Tak, właśnie do tego jesteśmy dziś wezwani, co najdobitniej powiedział nam św. Paweł: „Jeśli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga” (Kol 3,1).
Zmartwychwstanie duchowe polega na pozbyciu się grzechów, co mam nadzieję stało się w czasie Wielkiego Postu i nabywaniu cnót. W dalszej części Listu do Kolosan św. Paweł powie: „Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem (…) odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych! Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu [Boga], według obrazu Tego, który go stworzył (…). Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni” (Kol 3,5.8-10,12-15).
Oto program duchowego zmartwychwstania. Tej nocy podjęło go tysiące ludzi, którzy na całym świecie przyjęli chrzest. Słyszymy o dziesiątkach tysięcy we Francji i innych krajach Zachodu. Także w naszej katedrze sakrament chrztu przyjęły trzy osoby. Jeszcze więcej było tych, którzy minionej nocy odnowili swój chrzest, ponawiając pragnienie codziennego, duchowego wzrostu w łasce Chrystusa i w wierze w Chrystusa. Tak, możemy tak żyć. Możemy żyć jak dzieci światłości. On, Zmartwychwstały Pan zostawił nam wspaniałe pomoce, którymi są sakramenty. Katechizm w przepięknej definicji sakramentów powie, że są to moce, „które wychodzą z zawsze żywego i ożywiającego Ciała Chrystusa”, są „działaniami Ducha Świętego urzeczywistnianymi w Jego Ciele, którym jest Kościół, arcydziełami Bożymi w nowym i wiecznym Przymierzu” (por. KKK 116).
Korzystajmy z nich tym obficiej, zwłaszcza z sakramentu Eucharystii. Bądźcie w okresie Wielkanocnym jak najczęściej na mszy świętej, a w czasie Oktawy, która jest jednym wielkim Dniem Zmartwychwstania, najlepiej codziennie. Dzięki sakramentom będziemy nowymi ludźmi, zmartwychwstałymi. „Wierzę, to słowa Tomasza Mertona, że człowiek może się odrodzić do prawdziwego i godnego życia w każdym momencie swojej egzystencji. Wypełniając do końca wolę Bożą może nie tylko stać się wolny, ale także zwyciężyć zło”.
Bracia i Siostry,
i to niech wpłynie na nasze relacje. Jeśli ja i ty będziemy ludźmi, którzy wierzą w Chrystusa i pragną duchowego odrodzenia, nie będziemy toczyć ze sobą wojen.
„W jedno nas tu zgromadziła miłość Chrystusa,
Weselmy się w Nim i radujmy.
Z pokorą szczerą miłujmy Boga,
Z czystego serca miłujmy się nawzajem.
Skoro się wszyscy tu gromadzimy,
Strzeżmy się tego, co nas rozdziela.
Niech ustaną wszystkie gniewy i spory,
A pośrodku nas niech będzie Chrystus.
Obyśmy oglądali Twoje oblicze, Chryste Boże,
Razem ze świętymi, w chwale Twego królestwa.
To będzie naszą radością czystą i bez granic
Przez nieskończone wieki wieków”.
Wszyscy znamy ten starożytny hymn, śpiewamy go często. Oby to się spełniło, oby to nie była tylko przyśpiewka. Oby ustały gniewy i spory także w naszej ojczyźnie. Większość polityków to przecież chrześcijanie. Pozwólmy, aby Chrystus stanął pośrodku, aby On był punktem odniesienia, powodem zgody, także zgody narodowej. Niech Wielkanoc nie będzie dla nas jedynie teoretyczna. A ci politycy, którzy nie wyznają wiary w Chrystusa z pewnością szanują takie wartości jak wolność, szacunek, pokój, miłość bliźniego, godność drugiego. Także więc wierność tym wartościom może skłaniać do uspokojenia, powstrzymania nerwowych ruchów, do przemyślenia słów, zanim zostaną wypowiedziane, do rozmowy, a nie tylko do przemowy. Sytuacja na świecie przypomina beczkę prochu. Wojna goni wojnę, konflikt rodzi konflikt. Jeśli w tej sytuacji tak bardzo jesteśmy niepogodzeni, tak nawzajem się nie cierpimy, to tak, jakbyśmy siedząc na tej beczce prochu bawili się zapałkami.
„Niech ustaną wszystkie gniewy i spory, a pośrodku nas niech będzie Chrystus”. W naszych rodzinach i w naszej rodzinie, którą jest Polska.
Bracia i Siostry,
Alleluja!
Dziękujmy Panu, bo jest dobry, tak śpiewaliśmy przed chwilą w Psalmie, bo Jego łaska trwa na wieki. Niech dom Izraela głosi i niech każdy z nas głosi: Jego łaska na wieki. Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym. Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach (por. Ps 118, 1-2. 22-23). I to jest piękne!
Błogosławionych świąt! Alleluja. Nie zapominajcie o tej pieśni. Zaśpiewajcie ją dzisiaj, śpiewajcie ją jutro, śpiewajcie ją każdego dnia, a jeśli będziecie umierać świadomie, zaśpiewajcie ją w godzinie śmierci. Amen.
+ Adrian J. Galbas SAC



