W Nepalu kataklizm spotkał skrajną biedę

25 kwietnia tej kraj dotknęło katastrofalne trzęsienie ziemi, które pochłonęło ponad 8 tys. ofiar śmiertelnych oraz ok. 14 tys. rannych. W trochę mniejszej skali powtórzyło się ono 12 maja. Według ostatnich danych zginęło ponad 90 osób, a ok. 2,4 tys. zostało rannych.

KAI: Trzęsienie ziemi znowu wstrząsnęło Nepalem…

Marta Titaniec: W czasie naszego pobytu cały czas doświadczaliśmy wtórnych wstrząsów. Tam cały czas ziemia się trzęsie. Obecna sytuacja pokazuje jeszcze bardziej, że doraźna natychmiastowa pomoc dla Nepalu jest konieczna.

KAI: Jak szybko po katastrofalnym trzęsieniu 25 kwietnia Caritas Polska pospieszyła z pomocą?

– Po tygodniu od kataklizmu. Pierwsza pomoc od Caritas Polska dla Nepalu trafiła zaraz na początku. Przekazano Caritasowi tego kraju 30 tys. euro. Kolejnym etapem był konwój humanitarny. Caritas była jedną z pięciu polskich organizacji pozarządowych, która w nim uczestniczyła. Poza nami byli: Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, Polska Misja Medyczna, Polska Akcja Humanitarna i Polski Czerwony Krzyż. W ramach całości pomocy (16 ton), Caritas przekazała 6 ton. Było to 3,7 tys. kocy, 400 namiotów, łóżka polowe, żywność oraz środki medyczne. Nasza pomoc okazała się całkowicie trafiona, trafiła w potrzeby ludzi. Formalnym odbiorcą naszej pomocy była Caritas Nepal. W zeszłym tygodniu polski konwój stanowił 10 proc. całej pomocy, jaką otrzymał Nepal. Na lotnisku w Katmandu wylądowało wtedy 50 samolotów, w tym sześć naszych. Nasza obecność została mocno zauważona. Ojciec Pius Perumana, dyrektor Caritas Nepal niezwykle gorąco dziękował Caritas Polska i naszemu Kościołowi za pomoc. Podkreślił, że inne Caritas narodowe pomagają, ale jak na razie tylko Caritas Polska zdecydowała się na przywóz rzeczy. Przypomnijmy, że pomoc materialna w przypadku kraju tak odległego jak Nepal musi mieć dodatkowe wsparcie, gdyż koszty transportu przekraczają wartość ofiarowywanych rzeczy.

KAI: Jak przebiegła dystrybucja tego, co przywieźliście?

– Pomoc była niezwykle trafiona, gdyż większość ludzi ze względów bezpieczeństwa nocuje na powietrzu. Stąd niezwykle przydatne były namioty, łóżka i koce. Przypomnijmy, że kataklizmem zostało też dotkniętych wiele miejscowości i wiosek położonych na wysokości alpejskich szczytów. Stąd ze względów logistycznych dotarcie z pomocą napotyka na wielkie trudności. Do wielu miejsc nie można było dotrzeć bezpośrednio. Transporty z pomocą dojeżdżały tylko do pewnej wysokości, a stamtąd dopiero mogli odebrać ją ludzie i na plecach zanosić do swoich domostw.

KAI: Czy pomoc dostarczaliście osobiście?

– Tak. Udawaliśmy się do różnych miejscowości w Kotlinie Katmandu. Do niektórych z nich namioty, koce, łóżka trzeba było nieść na plecach. Ponadto Caritas zajmuje się dostarczaniem żywności, wody i artykułów higienicznych.

KAI: Nepal to jeden z najbiedniejszych krajów świata…

– Ubóstwo widać na każdym kroku. Większość domostw nie ma toalet i łazienek. Teraz doszedł jeszcze brak dostępu do wody przy 40-stopniowych upałach. W czerwcu rozpocznie się pora deszczów monsunowych, co jeszcze bardziej utrudni sytuację. Już mówi się o wybuchu różnych epidemii.

KAI: To jest pomoc doraźna. Co dalej?

– Caritas już przygotowuje się do realizacji projektów długofalowych. Przede wszystkim chodzi o odbudowę szkół, szczególnie w regionach najbardziej dotkniętych kataklizmem. Nie ma tam szkolnictwa prywatnego, jest tylko publiczne. Szkoły spełniają nie tylko niezwykle ważną rolę edukacyjną, ale są też miejscami, gdzie mogą spotkać się ludzie. Caritas zobowiązała się pomagać w tym projekcie finansowo, technicznie oraz kadrowo. Przypomnijmy, że według danych nepalskiego ministerstwa edukacji w 36 regionach kraju całkowitemu zniszczeniu uległo 668 szkół, a 2228 zostało poważnie uszkodzonych.

KAI: Widziałaś już na własne oczy taki kataklizm?

– Na Haiti pięć lata temu. W przypadku takich tragedii ważne jest to, jak funkcjonuje państwo, jego rząd i infrastruktura, jak potrafi szybko i skutecznie reagować. Na Haiti i teraz w Nepalu widać było dużą bezradność służb państwowych. Nad obsługą lotniska w Katmandu czuwa armia amerykańska. To ona zajmuje się też nad magazynami, w których gromadzona jest pomoc napływająca do kraju.

KAI: A jak daje sobie radę społeczeństwo?

– Nepalczycy potrafią się dobrze zorganizować. Mają olbrzymią chęć i energię do odbudowy kraju ze zniszczeń. Jest to naród niezwykle opanowany i spokojny co na pewno wypływa z religii. Większość wyznaje hinduizm. Przyjechaliśmy z pomocą do wioski Bungamati. Tam ludzie długi czas cierpliwie czekali na swój przydział. Mimo tragedii jaka ich dotknęła zachowują spokój i ze zrozumieniem podchodzą do tego co ich spotkało. Nie kryli też radości i wdzięczności za otrzymaną pomoc. Dziękowali nam tym charakterystycznym dla hinduistów gestem złożonych dłoni i ukłonem. Do teraz mam w oczach umorusaną dziewczynkę, która nie kryła swej wielkiej radości, kiedy otrzymała od nas dziecięcy kocyk. Wzruszające były słowa celnika na lotnisku, gdy wracaliśmy już do Polski. Mimo koszulek z napisem „Caritas Polska” nie wiedział, kim jesteśmy, a jednak powiedział nam: „Dziękuję wam za to, że pomogliście naszemu krajowi”.

KAI: Jednymi z największych ofiar kataklizmu są dzieci…

– W konfliktach zbrojnych i kataklizmach zawsze najbardziej cierpią dzieci i kobiety. Zobaczyłam na własne oczy, że to nie mężczyźni, których było niewielu, ale kobiety, często otoczone wianuszkiem dzieci, na własnych barkach niosły otrzymaną od nas pomoc. Brak mężczyzn ma związek z sytuacją gospodarczą i społeczną Nepalu. Olbrzymia liczba młodych mężczyzn pracuje za granicą, szczególnie w krajach Zatoki Perskiej. W wielu nepalskich wioskach żyją tylko kobiety z dziećmi. To one przejęły funkcje, które u nas spełniają mężczyźni. Powstaje dramatyczne pytanie: jakie szanse na godziwe życie mają te dzieci? Stałym widokiem w miastach są rzesze ludzi, w tym dzieci, którzy wśród gruzów szukają rzeczy, które jeszcze do czegoś mogą się przydać.

KAI: Na ile aktywny jest miejscowy Kościół katolicki w pomocy poszkodowanym?

– Na 27 mln mieszkańców Nepalu katolicy stanowią tylko 10 tys. W sumie jest 2 mln chrześcijan. Jest to zatem mała wspólnota z jedną diecezją i jednym biskupem. Katedra w Katmandu to mały kościół architektonicznie przypominający miejscowe świątynie hinduskie czy buddyjskie. Wokół katedry znajdują się inne kościelne instytucje, w tym Caritas Nepal. Mimo małej liczebności Kościół jest niezwykle aktywny i widoczny. W zdecydowanej większości pomaga on wyznawcom hinduizmu czy innych religii. Widać to w skali obecnej pomocy na ok. 10 mln dotkniętych trzęsieniem ziemi Caritas pomaga ok. 100 tys. osób. To jest olbrzymia liczba.

KAI: Czy akcja doraźnej pomocy dla Nepalu będzie dalej trwała?

– Niekiedy może się wydawać, że pomoc doraźna nie jest skuteczna na dłuższą metę. Tu jednak nie ma innego wyjścia i trzeba pomagać, przede wszystkim w budowaniu tymczasowych schronień dla ludzi. Do czerwca, kiedy zacznie się okres monsunowy, który trwa do października, bezwzględnie trzeba ludziom zapewnić dach nad głową. Potrzebne są bambusowe maty, układane na podwyższeniu w prowizorycznych domach z drewna pokrytych blachą. Taki dom dla 20 osób, którego budowa to koszt 500 dolarów, spokojnie przetrwa rok. A później trzeba będzie przystąpić do trwałej odbudowy. Pomoc Polski i Caritas Polska została natychmiast dostrzeżona i spotkała się z wielką wdzięcznością. Podkreślano, że nie tylko przywieźliśmy pomoc materialną, ale byliśmy osobiście, by z dotkniętymi kataklizmem dzielić ich niedolę w chwilach ich największych potrzeb. Kataklizm spotkał skrajną biedę. Rodzi się dramatyczne pytanie: dlaczego? Ale jest to przede wszystkim wielkie wyzwanie dla nas ludzi bogatego i sytego Zachodu.

 

Rozmawiał Krzysztof Tomasik
Katolicka Agencja Informacyjna